No trudno odnieść inne wrażenie, gdy fabuła się skupia jedynie na perypetiach sercowych głównej bohaterki i rzeszy przesłodkich wampirów, a wszystkie dialogi są tak niesamowicie głębokie. I obowiązkowo imiona mężczyzn trzeba wypowiadać głębokim, powolnym szeptem ("Kaname... senpai...").
A te zaskakujące zwroty akcji... Fakt, naprawdę wielkim zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się złego Ichiru, gdy w każdym wspomnieniu stał za wampirzycą i uśmiechał się złośliwie. Doprawdy wyciągnięcie wniosków z tego było porażająco trudne.
Rozumiem, że istnieją fanki takich romansów, ale ja chyba niepotrzebnie po to sięgałam, kompletnie nie mój typ, wolę anime, nad którymi trzeba siąść i pomyśleć, Vampire Knight jest nawet nie anime prostym, ale zwyczajnie prostackim, wszystko jest podane jak na tacy, a z ekranu wylewa się patos, patos, PATOS i w dodatku nieśmieszny humor.