Spotkałam się z wieloma opiniami o drugiej serii, które entuzjastyczne niestety nie były. Jeśli mam być szczera - Guilty mnie bardziej wciągnęło. Dalsze losy bohaterów mnie o wiele bardziej zaintrygowały. Właściwie przyszło mi nawet do głowy, że pierwsza seria była wstępem, druga zas - rozwinięciem (teraz potrzeba trzeciej do sensownego zakończenia ;]). Oczywiście zmianie uległa także muzyka. O ile opening nie umywa się od pierwszego (czyt. z pierwszej serii), to ending jest absolutnie przepiękny. Oczywiście rani nieco fakt, że ten najbardziej poszkodowany i tak skończył sam (ku niezadowoleniu mnie - fanki Zero x Yuuki), ale nie ma co płakać - po przeczytaniu mangi uczucie niedosytu jak mniemam minie (a przynajmniej mam taką nadzieję ;>).