Wczoraj byłem na pierwszym konwencie. Po naprawdę ciężkim dniu w budzie przyjechałem domu i obejrzałem 20 minut meczu i zjadłem obiad etc. Niekoniecznie byłem zadowolony z dnia i miałem ciśnienie. Za bardzo nie chciało mi sie jechać. W jakiś tam sposób zmotywowałem się wcześniej zakupem biletu całodniowego. Gdy przyjechałem nikogo nie zobaczyłem znajomego chociaż z twarzy. Akutat miałem szczęście wejść na karaoke. Szybko się wycofałem z powodu hałasu.W budzie był mniejszy rozgardiasz, a tego jeszcze mi brakowało. Pochodziłem sobie po całym terenie i wyszedłem z budynku. Wcześniej wziełem ze sobą plan Balticonu. Co ja mogłem zrobić w takiej sytuacji jak miałem ciśnienie?. Kupiłem sobie 2 browce i poszedłem poszukać swojego Zen. Poszukiwania doprowadził do skutku zamierzonego. Znalazłem jedno ładne miejsce. Po 2 godzinach doszedłem znowu do miejsca docelowego nieco spokoniejszy. Szczerze powiedziawszy czułem się jak pedofil, lub stary pijany dziadek zaczepiający biednych ludzi.(Nie byłem pijany swoja drogą) Mało tam było osób +18. Bardzo dużo nastolatków. Niektóre panienki były całkiem całkiem. Znalazłem się w końcu na koncercie. Bardzo miły miała głos i fajnie grała pieśni. Zapytałem się czy nie chciała grać zespole rockowym. dała odpowiedż wymijającą. Pózniej dowiedziałem się, że chłopaki już mają wokalistę, więc niepotrzebnie sie pytałem. Takie sa skutki nie widzenia się co niektórymi z kolegami od 3 tygodni. Potem poszedłem zobaczyć ogniki. Dziewczęta fajne się ruszały. Nie zwracałem na ognie;). Znowu poszedłem na koncert, a tam facet w corpspaincie(Do teraz nie jestem pewien czy to był Tekno) growlował. Dżwięk się pieprzył i było słabo słychać, albo jestem tak głuchy. Jedno było zabawne. Nastolatki bogowały i machały głową próbujac się wczuć rytm. Miały problem z powodu problemami z dżwiękiem. Dla mnie był to zabawny widok i jako tako sentymentalny. Po 23 wyszedłem kierunku Gdynii. Podróż zajęła mnie 1,5 godziny piechtą. Uratowałem z jezdni żabę i jeża, a w Sopocie natrafiłem na Lechistów. Na szczęscie nie musiałem się bić(inaczej byłaby ze mnie miazga -) 3 vs 1, albo i nie). Dobrze być takich sytuacjach stoikiem i umieć ściemniać. Dlatego wolę poruszać się po Gdyni w nocy niż na terenach nie swoich. Ani razu żadna banda mnie nie zaczepiła. Konwent jaki był. Dzieciaki dobrze się bawiły, więc musiał być udany. Po prostu parę czynników nie dopasowały, abym wyluzował tegoż dnia. Porównianiu z imprezą otaku z przed 2 lat fajniejsze mimo paru problemów organizacyjno-technicznych.
Czym ma służyć temat o opisaniu weryfikowo swoich przeżyć z pierwszego razu :056: . Teraz idę się uczyć na koło. Jest ono tuż tuż.