Autor Wątek: Yoki Yamamoto  (Przeczytany 819 razy)

Offline Ba-Q

  • Sensei
  • ****
  • Wiadomości: 721
  • ~Kamikaze~
Yoki Yamamoto
« dnia: 16 Maj 2009, 11:39:19 »
Od autora:
Bardzo lubię wymyślać postacie i ich historie. Parę miesięcy temu wymyśliłem kolesia z bronią, ratującego miasto przed bandytami. Brzmi dość banalnie, ale jak bedzie przekonajcie się sami.
No, więc do rzeczy, enjoy!  :-)

Nieznacznie dogwiazdkowałem wulgaryzm ; ) - CLBS
« Ostatnia zmiana: 31 Sie 2009, 19:46:54 wysłana przez Ba-Q »
http://myanimelist.net/animelist/Ba-Q

Tora-do:
"Przed skokiem obchodzi ofiarę koncentrując się w ciszy,
obserwuje ją uważnie zauważając każde drgnięcie,
atakuje w idealnym do tego momencie...
[CIACH!]
Szybkim jak piorun i potężnym jak tajfun uderzeniem powala ofiarę n

Offline Niux

  • Kouhai
  • **
  • Wiadomości: 158
(Bez tematu)
« Odpowiedź #1 dnia: 16 Maj 2009, 12:06:56 »
No nawet, fajne oczywiście zawsze można się czegoś doczepic ;]  Nie podoba mi się pierwsze zdanie "Yoki szedł sobie właśnie ulicą."  takie trochę pospolite, a nie tego szuka potencjalny kupiec (książki,mangi xd). Następnie "przed nim był sklep, zwykły spożywczak"
Trochę mnie wybiło z mroku tych alei. Może jeszcze niektóre odzywki xD, wiem czepiam się ;p Czekam na następny rozdział.
/btw mógłbyś wstawic od razu obrazek projektu broni/postaci w tym temacie.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Niux »

Offline Heinrich

  • dr Barber
  • Sensei
  • ****
  • Wiadomości: 837
  • Need a surgery ?
    • DeviantART
(Bez tematu)
« Odpowiedź #2 dnia: 16 Maj 2009, 12:09:19 »
Też się zastanawiam czy czegoś nie opublikować, ale podejrzewam że byłby lincz za niezrozumiały bełkot XD

Ba-Q, wrażenia jak najbardziej pozytywne. Stylistycznie świetnie rozplanowane, powtórzeń rażących brak, opisy jak należy. Fabularnie też zapowiada się ciekawie, więc manga jak najbardziej byłaby na miejscu. :-P
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Heinrich »

Offline Ba-Q

  • Sensei
  • ****
  • Wiadomości: 721
  • ~Kamikaze~
(Bez tematu)
« Odpowiedź #3 dnia: 16 Maj 2009, 12:30:09 »
Cytat: "Narain"
żczyzn i mur

Właaaaśnie, dzięki bardzo, pisałem w wordzie, ale za Chiny nie mogłem pojąć co pisze źle w wyrazie mężczyzna, a co do muru to nie wiem sam jak to się stało. ;p
Już to poprawiam.

Dzięki za rady i pochwały. Portret już wstawiam, a projekt broni musze zeskanować albo w paincie zrobić. Ale będzie. ;p
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Ba-Q »
http://myanimelist.net/animelist/Ba-Q

Tora-do:
"Przed skokiem obchodzi ofiarę koncentrując się w ciszy,
obserwuje ją uważnie zauważając każde drgnięcie,
atakuje w idealnym do tego momencie...
[CIACH!]
Szybkim jak piorun i potężnym jak tajfun uderzeniem powala ofiarę n

Offline CLBS

  • 0101
  • Moderator globalny
  • *****
  • Wiadomości: 1689
    • http://www.myspace.com/rapdar
(Bez tematu)
« Odpowiedź #4 dnia: 16 Maj 2009, 12:47:01 »
Jest kilka powtórzeń na pewno, może nie w hurtowych ilościach, ale są. Całokształt na pewno zyska po wyeliminowaniu ich ; ) W niektórych miejscach dałbym również przecinek zamiast kropki lub odwrotnie. Ogólnie jest ok, czyta się łatwo ; )
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez CLBS »

Offline Ba-Q

  • Sensei
  • ****
  • Wiadomości: 721
  • ~Kamikaze~
(Bez tematu)
« Odpowiedź #5 dnia: 23 Cze 2009, 15:42:53 »
A oto i pierwszy rozdział (czyli jakby drugi) mego dzieła.



[spoiler:1qfjiu3l]Rozdział 1
     -Ech, czemu tu tak często pada?- Westchnął Yoki wyglądając przez okno i słuchając jak krople deszczu rozbijają się o szybę. Jego apartament jest nieduży, ale wygodny. Na środku salonu stoi kanapa, przed nią stoliczek, a naprzeciwko, pod ścianą stoi szafa, na której jest czterdziestodwucalowy telewizor. Po prawej stronie od wejścia jest kuchnia i stół z dwoma krzesłami, po lewej drzwi do łazienki i sypialni. Na zewnętrznej ścianie salonu jest wielkie okno zajmujące większość ściany. Sypialnia nie wyróżnia się niczym specjalnie, naprzeciw drzwi jest bardzo niskie łóżko, po lewej stronie szafa z rozsuwanymi drzwiami a po prawej spore okno, choć nie tak duże jak w salonie, zasłonięte zasłonami. Łazienka również niespecjalna, po lewej prysznic i kibel, a naprzeciw wejścia umywalka.
    Yoki wszedł do mieszkania mokry, zdjął buty, powiesił kurtkę i wyjął z lodówki puszkę piwa, rozsiadł się na kanapie i włączył telewizor. Nawet nie wiedział, co się dzieje w telewizji, jego mózg jakby się wyłączyć, żeby tak jak ciało, odpocząć. A on sączył tylko piwo wlepiając bezmyślnie wzrok w ścianę. Tę chwilę przerwało mu buczenie telefony, wyjął go z kieszeni kurtki i odebrał.
     -Halo?- Wydusił z siebie przykładając telefon do ucha.
     -Acha….Teraz?...No….Jak musze…No…..- Swemu rozmówcy odpowiadał dość bezmyślnie, więc dopiero po odłożeniu telefonu zdał sobie sprawę, że szef kazał mu przyjechać do biura, bo ma dla niego kolejną sprawę. Yoki był tak zmęczony, że nie chciało mu się nawet wstać do kibla, a co dopiero rozwiązywać kolejną zagadkę.
    Schodząc po schodach zadzwonił w pewne miejsce.
    -YO! Jest gotowy?
    -A na kiedy jest potrzebny?
    -Na za pięć minut. Da rade?
    -Spoko, zdążymy.
Wychodząc z bloku ruszył śpiesznym krokiem w stronę miasta. Po paru minutach był już przy warsztacie swego kolegi. Przywitał się i wsiadł na czarny motor.
    -Jest jak nowy, dodatkowo trochę podkręciłem mu skrzynie biegów, więc obchodź się z nim delikatnie.
   -Dzięki Ryuuji, jesteś niezawodny, przcież wiesz, że to cudo jest dla mnie warte prawie tyle, co moje własne życie. Dobra będę spadał, jeszcze raz dzięki.
   -Nie ma sprawy.
Yoki założył czarny kask z napisem „Black Rider” i rozległ się dźwięk silnika po czym wyjechał na ulicę.
  Podczas jazdy był rozkojarzony, prowadził automatycznie, jego głowę zajmowało pytanie: „Co znowu wymyślił szef”. Poza tym od tygodnia prawie w ogóle nie spał, więc był strasznie zmęczony. Zatrzymał się przy oszklonym wieżowcu, wszedł do holu i już przywitała go recepcjonistka. Windą wjechał na przedostatnie piętro i przeszedł długim korytarzem do drzwi, które otworzył bez pukania.
    -Hej nie uczyli cię, że się puka?- Zapytał starszy pan w białym garniturze.- Z resztą nieważne, choć.- Dodał machając ręką zachęcając Yokiego do podejścia. Ten usiadł, a Komamura wyjął z szuflady kopertę ze zdjęciami.
    -Mamy informacje, że po mieście rozpanoszyła się tajemnicza szajka, kradną, zabijają….
    -Gwałcą, wymuszają i porywają. Jak każdy gang. Nic nowego.- Przerwał bezlitośnie Yoki. Komamura wstał i podszedł do barku.
   -Dokładnie, tylko, że nie wymuszają, w każdym razie nic o tym nie wiadomo, a ty…
    -Ja mam się tym zająć: Dowiedzieć się, kto to, ilu ich jest i wydać ich wam.- Znowu przerwał.
    -Dokładnie, może whisky?
    -Dziękuję, nie pije tego.
    -…W sumie to kolejny gang do rozpracowania, jak mówisz, ale coś jest z nimi nie tak, wyjmij zdjęcia z koperty na biurku.- Starszy pan usiadł na swym fotelu ze szklanką whisky, kiedy Yoki wyjął zdjęcia.
    -Kiepskich macie szpiegów, nic tu nie widać.
    -Tak, ale spójrz tu.- Pokazał mu jednego z bandytów, wyładowujących części samochodowe z ciężarówki.
     -No, i co?
     -Zobacz tatuaż na jego szyi.
Zdjęcie było rozmazane, ale można było stwierdzić kształt rysunku na szyi bandyty.
      -Co to za znak? Wygląda jak tatuaż więzienny.
      -To prawda, był robiony w więzieniu. Podobno członkowie Yakuzy trafiający do więzienia dostają specjalny tatuaż, w więzieniu daje im to nietykalność, po wyjściu na wolność jest to świadectwem oddania dla mafii, jednak ci ludzie po wyjściu z kicia nie należą już do Yakuzy, Są tzw. „członkami honorowymi”, mafia daje im kasę na życie, ponad to mogą uczestniczyć w imprezach i mają wstęp do klubów należących do gangu. Ale, dlatego, że są notowani, to, jeżeli chcą wieść przestępcze życie to tylko na własną rękę. Rzadko, który z więzienia w ogóle wychodzi, ale są i tacy.
      -A skoro mafia ich finansuje, to nie opłaca się im ryzykować łamiąc prawo.- Stwierdził Yoki przyglądając się uważnie zdjęciu.
      -I to nas właśnie intryguje.- Wziął porządnego łyka whisky.- Ale jest jeszcze coś, mianowicie, na każdym tatuażu danego więźnia jest jego numer więzienny. Teraz uważaj, sprawdziliśmy numery wszystkich sfotografowanych i okazało się, że zostali skazani na karę śmierci i od paru miesięcy, lub lat, wszyscy powinni już leżeć pod ziemią.
     Ta sprawa wyglądała naprawdę niepokojąco, ale Yoki był zbyt wykończony, żeby myśleć. Więc włożył zdjęcia do koperty i schował je do kieszeni kurtki wstając.
      -No dobra, zajmę się tym, ale dlaczego musiałeś mnie wzywać już teraz.
      -Bo po prostu musiałem ci o tym powiedzieć.- Odparł Komamura uśmiechając się szeroko.
      „Cały on…”-Pomyślał niezadowolony Yoki, podchodząc do drzwi.
     -A właśnie, komendant się skarżył, że narobiłeś im papierkowej roboty, musisz tak wszystkich tłuc?
      -Ech…Nie mam kajdanek ani oddziału dryblasów, którzy przytrzymaliby ich przed przyjazdem policji, musze ich jakoś obezwładnić, poza tym należało im się.
      -No dobrze, ale na następny raz postaraj się nie przesadzić.
      -Jasne…- Westchnął Yoki wychodząc z gabinetu.
Było dość późno, więc budynek był prawie pusty, została tylko recepcjonistka, ochroniarze i sprzątający. Gdy Yoki wyszedł na ulicę, deszcz jak na ironię już nie padał. Teraz jak najszybciej chciał się znaleźć w domu i pójść spać. Gdy w końcu dotarł do swego mieszkania zdjął buty, kurtkę, skarpety i walnął się na łóżko, nie zdążył nawet przykryć się kołdrą i zasnął.[/spoiler:1qfjiu3l]
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Ba-Q »
http://myanimelist.net/animelist/Ba-Q

Tora-do:
"Przed skokiem obchodzi ofiarę koncentrując się w ciszy,
obserwuje ją uważnie zauważając każde drgnięcie,
atakuje w idealnym do tego momencie...
[CIACH!]
Szybkim jak piorun i potężnym jak tajfun uderzeniem powala ofiarę n

Offline Ba-Q

  • Sensei
  • ****
  • Wiadomości: 721
  • ~Kamikaze~
(Bez tematu)
« Odpowiedź #6 dnia: 31 Sie 2009, 19:43:52 »
Po dłuższej przerwie macie ode mnie kolejny rozdział opowiadania o młodym detektywie.

[spoiler:3eupgd01]ROZDZIAŁ 2

Otwierając oczy Yoki ujrzał gałąź drzewa za oknem sypialni, gdzie w gnieździe jakiś kolorowy ptak nieznanego mu gatunku karmił małe ohydną dżdżownicą. Było południe, Yoki nadal był śpiący, ale dalsza próba spania była bezcelowa, a praca czeka.
Zwlókł się, więc leniwie z łóżka przecierając oczy. Po opróżnieniu pęcherza i wzięciu prysznica poczuł się lepiej, a po ubraniu się i zjedzeniu śniadania złożonego z mocnej kawy i jajecznicy na boczku był gotowy do pracy. Nałożył kurtkę sprawdzając, czy zapas papierosów starczy mu do wieczora i wyszedł z mieszkania.
Za raz obok wejścia do jego bloku są automaty z ciepłymi i zimnymi napojami, oraz przekąskami. Zawsze rano w jednym z nich kupuje capuccino, nawet, gdy nie chce mu się pić, po prostu bardzo mu smakuje i nie może oprzeć się pokusie. Siorbał gorący napój kierując się do podziemnego garażu pod blokiem i zastanawiając się jak zacząć rozpracowywanie dziwnego zjawiska, będącego celem jego śledztwa.
Przypomniało mu się, że parę kilometrów stąd jest kasyno-melina tutejszego gangu. Choć ciężko było mu dokonać tego wyboru stwierdził, że przejdzie się, dzień jak na tą porę roku(późna jesień) był bardzo ładny, mimo, że wietrzny. Szedł powoli, więc zajęło mu to trochę czasu, a po drodze wypalił z pięć papierosów, mimo, że postanowił odetchnąć trochę świeżym powietrzem.
Doszedł w końcu do celu, wchodząc do takiego miejsca trzeba być bardzo ostrożnym i nie wzbudzać zainteresowania, choć to bardzo trudne, bo wszyscy w środku i ochroniarze na zewnątrz wlepiają swe oczy we wchodzącego osobnika. Okazało się jednak, że to bar go go, który akurat był zwykłym barem ze względu na wczesną, popołudniową porę. W środku był tylko barman, paru chudych, ubranych dość kolorowo gangsterów rozmawiających głośno popijając sake, siedzących przy stoliku po prawej od wejścia, oraz dwóch dżentelmenów w garniturach z wymalowanymi i przybranymi w suknie i futra paniami na samym końcu pomieszczenia.
Yoki usiadł przy barze i zamówił kufel piwa. I w sumie znalazł się w punkcie wyjścia, żeby się czegoś dowiedzieć musiałby pogadać z mafiozami, wiadomo, że zwykli złodzieje, czy ochroniarze przygarnięci do gangu nie są wtajemniczani w żadne wewnętrzne sprawy, a porozmawianie z kimś wyżej w hierarchii jest praktycznie niemożliwe, a dowiedzenie się czegoś konkretnego wymaga wejścia do gangu i uzyskanie wieloletniego zaufania któregoś z szefów. Sprawa nie była, więc tak prosta jak niektóre dawane Yokiemu, gdzie wystarczy wpaść do baru, powybijać wszystkich, prócz jednego, który sikając ze strachu przed lufą wycelowaną w jego czoło mówi wszyściuteńko, co pamięta od momentu wstąpienia do gangu opowiadając każdy szczegół zaczynając od tego ile szef wydaje kasy na panienki, a kończąc na tym ilu policjantów i urzędników ma w kieszeni.
Ale od czegoś trzeba zacząć, więc wypijając resztę piwa decyduje się na iście karkołomny czyn. Podchodzi powoli do stolika na samym końcu sali kątem oka widząc jak głośni jak dotąd gangsterzy ze stolika przy wejściu milkną i mierząc wzrokiem Yokiego sięgają rękami do kabur swych broni. Zbliżając się do stolika szych detektyw przykuwa również ich uwagę, stanął jakieś dwa metry od tegoż stolika czując jakby cały świat go obserwował. Przełykając ślinę, ale bez jakiegokolwiek okazywania swych uczuć ukłonił się pytając spokojnym głosem:
-Czy nie mają może panowie ognia? -W tym momencie obaj elegancko ubrani panowie spojrzeli krzywo na stojącego przed nimi faceta, po czym spojrzeli na siebie i jeden z nich skierował się do trwającego w ukłonie Yokiego.  
-Jakiż to powód skłania młodego człowieka do tak odważnego czynu, jakim jest podchodzenie do nas i zadawanie takiego pytania?- Yoki wiedział to już wcześniej, ale słysząc taką wypowiedź był pewny, że ci dwaj nie są zwykłym mięsem armatnim, a możliwe, że nawet są na samym szczycie hierarchii gangu. Choć na to może nie wyglądać ta odpowiedź była najlepszą, jaką Yoki mógł usłyszeć, więc ponownie ryzykując podniósł głowę.
-Otóż, mam dla panów propozycję, aktualnie szukam pracy, a będąc dobrym strzelcem może mógłbym znaleźć u panów zatrudnienie.
-Jesteś bardzo zuchwały mówiąc te słowa. Myślisz, że przyjmujemy każdego, kto przyjdzie i powie, że chce kasy? Myślisz, że, do kogo się zwracasz? To nie pośrednictwo pracy!- Odpowiedział drugi, siedzący po prawej stronie.
-Poza tym..- Ciągnie pierwszy wydychając dym od cygara.- Nie znamy twoich możliwości, skąd mamy wiedzieć, że jesteś dobry?- Yoki zamilkł, nie wiedząc, co odpowiedzieć żeby nie urazić wyraźnie oburzonych mafiosów, ale przynajmniej był pewien, że zwrócił się do odpowiednich ludzi. Przez chwile obaj wyglądali jakby się naradzali, nie wypowiadając ani jednego słowa patrzyli się na siebie strojąc jakieś dziwne grymasy. W końcu ten po lewej zwrócił się do Yokiego.
-Cóż, mielibyśmy do ciebie pewne, delikatne zadanie, ale nie jestem pewien, czy mogę ci je powierzyć. Przyjdź tu o północy i powiedz barmanowi, że szukasz Pana Fukudy, a teraz zejdź nam z oczu.- Powiedział to z wyraźną pogardą, ale Yoki był zadowolony, nie ryzykował na próżno, a próba nawiązania kontaktu z gangiem się udała.
Wyszedł z baru kłaniając się i żegnając, teraz musiał obmyślić co zrobić dalej. Podlizywać się „Panu Fukudzie”, oczekując jego naiwności, czy poczekać na godny moment do ataku i porozmawiać z nim trochę mniej grzecznie?
Ta cała sytuacja przyprawiła go o lekki stres, a papierosy się niestety skończyły po drodze do baru, więc Yoki musiał jak najszybciej znaleźć jakiś kiosk, na szczęście niedaleko był nieduży sklep spożywczy. Wychodząc z niego z nową paczką nikotyny zapalił sobie jednego i skierował się w stronę domu.[/spoiler:3eupgd01]

Widze, że nikt nie skomentował pierwszego rozdziału, piszcie co o tym myślicie, musze to wiedzieć, żeby móc poprawiać błędy!
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Ba-Q »
http://myanimelist.net/animelist/Ba-Q

Tora-do:
"Przed skokiem obchodzi ofiarę koncentrując się w ciszy,
obserwuje ją uważnie zauważając każde drgnięcie,
atakuje w idealnym do tego momencie...
[CIACH!]
Szybkim jak piorun i potężnym jak tajfun uderzeniem powala ofiarę n

 

Strona wygenerowana w 0.391 sekund z 25 zapytaniami.