A oto i pierwszy rozdział (czyli jakby drugi) mego dzieła.
[spoiler:1qfjiu3l]Rozdział 1
-Ech, czemu tu tak często pada?- Westchnął Yoki wyglądając przez okno i słuchając jak krople deszczu rozbijają się o szybę. Jego apartament jest nieduży, ale wygodny. Na środku salonu stoi kanapa, przed nią stoliczek, a naprzeciwko, pod ścianą stoi szafa, na której jest czterdziestodwucalowy telewizor. Po prawej stronie od wejścia jest kuchnia i stół z dwoma krzesłami, po lewej drzwi do łazienki i sypialni. Na zewnętrznej ścianie salonu jest wielkie okno zajmujące większość ściany. Sypialnia nie wyróżnia się niczym specjalnie, naprzeciw drzwi jest bardzo niskie łóżko, po lewej stronie szafa z rozsuwanymi drzwiami a po prawej spore okno, choć nie tak duże jak w salonie, zasłonięte zasłonami. Łazienka również niespecjalna, po lewej prysznic i kibel, a naprzeciw wejścia umywalka.
Yoki wszedł do mieszkania mokry, zdjął buty, powiesił kurtkę i wyjął z lodówki puszkę piwa, rozsiadł się na kanapie i włączył telewizor. Nawet nie wiedział, co się dzieje w telewizji, jego mózg jakby się wyłączyć, żeby tak jak ciało, odpocząć. A on sączył tylko piwo wlepiając bezmyślnie wzrok w ścianę. Tę chwilę przerwało mu buczenie telefony, wyjął go z kieszeni kurtki i odebrał.
-Halo?- Wydusił z siebie przykładając telefon do ucha.
-Acha….Teraz?...No….Jak musze…No…..- Swemu rozmówcy odpowiadał dość bezmyślnie, więc dopiero po odłożeniu telefonu zdał sobie sprawę, że szef kazał mu przyjechać do biura, bo ma dla niego kolejną sprawę. Yoki był tak zmęczony, że nie chciało mu się nawet wstać do kibla, a co dopiero rozwiązywać kolejną zagadkę.
Schodząc po schodach zadzwonił w pewne miejsce.
-YO! Jest gotowy?
-A na kiedy jest potrzebny?
-Na za pięć minut. Da rade?
-Spoko, zdążymy.
Wychodząc z bloku ruszył śpiesznym krokiem w stronę miasta. Po paru minutach był już przy warsztacie swego kolegi. Przywitał się i wsiadł na czarny motor.
-Jest jak nowy, dodatkowo trochę podkręciłem mu skrzynie biegów, więc obchodź się z nim delikatnie.
-Dzięki Ryuuji, jesteś niezawodny, przcież wiesz, że to cudo jest dla mnie warte prawie tyle, co moje własne życie. Dobra będę spadał, jeszcze raz dzięki.
-Nie ma sprawy.
Yoki założył czarny kask z napisem „Black Rider” i rozległ się dźwięk silnika po czym wyjechał na ulicę.
Podczas jazdy był rozkojarzony, prowadził automatycznie, jego głowę zajmowało pytanie: „Co znowu wymyślił szef”. Poza tym od tygodnia prawie w ogóle nie spał, więc był strasznie zmęczony. Zatrzymał się przy oszklonym wieżowcu, wszedł do holu i już przywitała go recepcjonistka. Windą wjechał na przedostatnie piętro i przeszedł długim korytarzem do drzwi, które otworzył bez pukania.
-Hej nie uczyli cię, że się puka?- Zapytał starszy pan w białym garniturze.- Z resztą nieważne, choć.- Dodał machając ręką zachęcając Yokiego do podejścia. Ten usiadł, a Komamura wyjął z szuflady kopertę ze zdjęciami.
-Mamy informacje, że po mieście rozpanoszyła się tajemnicza szajka, kradną, zabijają….
-Gwałcą, wymuszają i porywają. Jak każdy gang. Nic nowego.- Przerwał bezlitośnie Yoki. Komamura wstał i podszedł do barku.
-Dokładnie, tylko, że nie wymuszają, w każdym razie nic o tym nie wiadomo, a ty…
-Ja mam się tym zająć: Dowiedzieć się, kto to, ilu ich jest i wydać ich wam.- Znowu przerwał.
-Dokładnie, może whisky?
-Dziękuję, nie pije tego.
-…W sumie to kolejny gang do rozpracowania, jak mówisz, ale coś jest z nimi nie tak, wyjmij zdjęcia z koperty na biurku.- Starszy pan usiadł na swym fotelu ze szklanką whisky, kiedy Yoki wyjął zdjęcia.
-Kiepskich macie szpiegów, nic tu nie widać.
-Tak, ale spójrz tu.- Pokazał mu jednego z bandytów, wyładowujących części samochodowe z ciężarówki.
-No, i co?
-Zobacz tatuaż na jego szyi.
Zdjęcie było rozmazane, ale można było stwierdzić kształt rysunku na szyi bandyty.
-Co to za znak? Wygląda jak tatuaż więzienny.
-To prawda, był robiony w więzieniu. Podobno członkowie Yakuzy trafiający do więzienia dostają specjalny tatuaż, w więzieniu daje im to nietykalność, po wyjściu na wolność jest to świadectwem oddania dla mafii, jednak ci ludzie po wyjściu z kicia nie należą już do Yakuzy, Są tzw. „członkami honorowymi”, mafia daje im kasę na życie, ponad to mogą uczestniczyć w imprezach i mają wstęp do klubów należących do gangu. Ale, dlatego, że są notowani, to, jeżeli chcą wieść przestępcze życie to tylko na własną rękę. Rzadko, który z więzienia w ogóle wychodzi, ale są i tacy.
-A skoro mafia ich finansuje, to nie opłaca się im ryzykować łamiąc prawo.- Stwierdził Yoki przyglądając się uważnie zdjęciu.
-I to nas właśnie intryguje.- Wziął porządnego łyka whisky.- Ale jest jeszcze coś, mianowicie, na każdym tatuażu danego więźnia jest jego numer więzienny. Teraz uważaj, sprawdziliśmy numery wszystkich sfotografowanych i okazało się, że zostali skazani na karę śmierci i od paru miesięcy, lub lat, wszyscy powinni już leżeć pod ziemią.
Ta sprawa wyglądała naprawdę niepokojąco, ale Yoki był zbyt wykończony, żeby myśleć. Więc włożył zdjęcia do koperty i schował je do kieszeni kurtki wstając.
-No dobra, zajmę się tym, ale dlaczego musiałeś mnie wzywać już teraz.
-Bo po prostu musiałem ci o tym powiedzieć.- Odparł Komamura uśmiechając się szeroko.
„Cały on…”-Pomyślał niezadowolony Yoki, podchodząc do drzwi.
-A właśnie, komendant się skarżył, że narobiłeś im papierkowej roboty, musisz tak wszystkich tłuc?
-Ech…Nie mam kajdanek ani oddziału dryblasów, którzy przytrzymaliby ich przed przyjazdem policji, musze ich jakoś obezwładnić, poza tym należało im się.
-No dobrze, ale na następny raz postaraj się nie przesadzić.
-Jasne…- Westchnął Yoki wychodząc z gabinetu.
Było dość późno, więc budynek był prawie pusty, została tylko recepcjonistka, ochroniarze i sprzątający. Gdy Yoki wyszedł na ulicę, deszcz jak na ironię już nie padał. Teraz jak najszybciej chciał się znaleźć w domu i pójść spać. Gdy w końcu dotarł do swego mieszkania zdjął buty, kurtkę, skarpety i walnął się na łóżko, nie zdążył nawet przykryć się kołdrą i zasnął.[/spoiler:1qfjiu3l]