Autor Wątek: Seria I - Jak naprawić swoje błędy?  (Przeczytany 2708 razy)

Offline yoruki

  • Sensei
  • ****
  • Wiadomości: 585
    • http://yoruki69.deviantart.com
(Bez tematu)
« Odpowiedź #15 dnia: 23 Wrz 2008, 21:30:51 »
OMG! Ja pamiętam jak to czytałam xD Teraz jestem na bieżąco( 2 seria najnowszy rozdział xD).Ale jak przeczytałam ten 11 rozdział to ja to sobie chyba jeszcze raz przeczytam od początku xD To mówi(a raczej pisze) człowiek, który nie czyta szkolnych lektur. Aż się sama sobie dziwie, bo ja rzadko coś czytam(pomijając gazety, mangi i napisy w anime).

*.* Jak ja ubóstwiam FMA i jak ja lubię czytać twoje opowiadanie *.*
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez yoruki »

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #16 dnia: 08 Gru 2008, 23:25:57 »
trochę prymitywna fabuła, naginane postacie i chyba mój najdłuższy rozdział - 13, a przynajmniej jeden z najdłuższych, no ale tu już mamy mały zalążek do głównego wątku tej serii

Rozdział 12 Początek balu


**

- Co sądzisz o tej? – Zapytała się Trisha
- Zdecydowanie lepiej w niej wyglądasz niż w całej reszcie. Moim zdaniem możemy skończyć już poszukiwania – powiedziała Riza, gdy zobaczyła nastolatkę w idealnie pasującej do niej czarnej sukience, która ledwo dotykała podłogi
- Nie sądzisz, że jest za długa?
- Jak założysz buty z lekkim obcasem to będzie idealna – dodała z uśmiechem podając jej czarne buty także z czerwonymi dodatkami, jakie miała sukienka – Widzisz, od razu lepiej, jeszcze tylko – podniosła jej włosy i spięła wysoko – No teraz możesz iść na ten bal
Trisha przejrzała się w lustrze sklepowym. Dokładnie obejrzała jeszcze raz czerwoną róże wyszytą jako ozdoba, która zaczynała się na jej piersiach a kończyła na samym dole sukienki – Wyglądam tak jakbym to nie była ja – pomyślała zadowolona, że znalazła coś idealnego, w końcu dla siebie – Ciekawe, jaka będzie reakcja chłopaków? – wymamrotała pod nosem
- Na pewno ich olśnisz – powiedziała Riza podnosząc dziewczynę na duchu – dobra a teraz wyskakuj z niej, bo czeka nas jeszcze jeden sklep
Nastolatka delikatnie zdjęła z siebie ubranie, tak aby żadna nitka się zaciągnęła i podała ją tak samo jak resztę dodatków Hawkeye, która poszła z nimi do kasy.

**

- Niech ja tylko dorwę Eda w swoje ręce. Dopiero zobaczy, co to jest strach – powiedział zdenerwowany Al siedząc w kuchni i starając się nauczyć przemówienia na pamięć. Wszystkie rzeczy miał już naszykowane i wyprasowane. Zajrzał do szafy brata, chcąc mu także naszykować ubrania, ale nie było ich tam – A więc tu także się zabezpieczył i zebrał ciuchy. Ciekawe, gdzie on się teraz podziewa? – Zapytał sam siebie wracając do swoich obowiązków. Już umiał połowę swojej mowy, ale jak dla niego nie miała ona zbytniego sensu. Mówiła tylko o tym, jak to dobrze być alchemikiem itd. Kiedy w końcu dotarł do końca, przeczytał wskazówkę Hawkeye: „Oczywiście, jeżeli Ci się nie spodoba możesz swoimi słowami opisać podkreślone, przeze mnie punkty” Na twarzy młodszego z braci Elric pojawił się uśmieszek, już wiedział, co powie. A nawet wcześniej, gdy tylko Ed zgubił przemówienie sam zabrał się do pisania i chciał potem dać bratu swoje dzieło, ale ten zniknął, więc teraz nadarzyła się okazja, aby sam mógł je sam powiedzieć. W końcu znał je już na pamięć – Tak chyba będzie nawet lepiej – pomyślał i wyciągnął z kieszeni spodni swoją kartkę

**

Nie tylko Trisha z chłopakami jako jedyni nieletni z okolicy jechali na bal. Pewna osoba, którą niektórzy z ich domu znali, także się tam wybierała. Właśnie siedziała z matką w kuchni i układały sobie fryzury. Została tylko godzina do uroczystości. Wszyscy bardzo spięci i zdenerwowani szykowali się pośpiesznie, aż w końcu nadszedł czas wyjścia. Cała rodzina zapakowała się do rodzinnego, prywatnego auta. Nastolatka ciągle zastanawiała się, z kim będzie tańczyć na balu, bo żaden z wyżej stojących szczeblem, od niej Państwowej Alchemiczki, żołnierz nie chciał nic powiedzieć, o tajemniczym partnerze.
Wreszcie samochód zatrzymał się przed specjalnie udekorowaną na tę okazję Główną Salą Balową. Był to piękny na zewnątrz budynek, z wieloma rzeźbami. Ojciec najpierw pomógł wyjść swojej żonie, a potem córce z samochodu. Cała rodzina wspólne weszła do środka i zajęła należyte im miejsca.
Oczywiście wystrój wnętrza był prześliczny. Na wielkich oknach wisiały zasłony idealnie pasujące do obrusów, które były wieńczone kokardami na wszystkich stołach, cztero i sześciu osobowych. Po prawej stronie od wejścia była mównica ze stołami, podzielonymi na pół a pomiędzy nimi było przejście, zaś po lewej znajdowała się scena dla orkiestry i parkiet. Wszystko idealnie ze sobą harmonizowało. Ojciec dziewczyny wręczył zaproszenie osobie, która poprowadziła ich do stołu. Okazało się, że nastolatka nie będzie siedzieć z nimi jak myślała, tylko usadzono ją po drugiej stronie sali, przy stole, gdzie jeszcze nikogo nie było. Czuła się jak odludek, już sądziła, że nikt się nie pojawi i będzie cały czas siedzieć sama, aż tu nagle:
- Cześć – powiedziała brunetka w czarnej sukni, która zgrabnie podkreślała jej figurę i cerę.
- Hej – odpowiedziała entuzjastycznie, bo nareszcie pojawił się ktoś przy jej cztero osobowym stoliku i w dodatku był w jej wieku.
- Jestem Trisha, miło mi cię poznać, a ty? – Zapytała brunetka
- Nazywam się Mizuki, ale możesz mi mówić Miz – dodała grzecznie
- A więc to jest zapewne ta partnerka Edwarda, chyba się zdziwi, że Mustang wybrał mu taką ładną dziewczynę – pomyślała cały czas patrząc na nią. Miała na sobie elegancką zielono jasną sukienkę, bez żadnych zbędnych ozdób, gdyż sama w sobie była bogata – Ciekawe gdzie są chłopaki? – Pomyślała. Od czasu, gdy wyszła z Rizą nie widziała Ala, a Eda już od wczoraj
W budynku zebrało się już większość gości, tylko gdzie niegdzie można było zobaczyć jeszcze parę pustych krzeseł bez właściciela. Światła już powoli przygaszono, oprócz tych skierowanych na mównice. Wszystkie rozmowy ucichły a na scenie pojawił się Fuhrer, nie można było mu zarzucić, że źle wygląda w graniaku, bo chyba po to urodził się, aby całe życie chodzić w strojach oficjalnych jak i służbowych.
- Witam wszystkich tu zgromadzonych – zaczął – Chciałbym podziękować Paniom i Panom za tak liczne przybycie. Widzę, że ta okazja sprawiła, iż wszystkie sklepy w okolicy z eleganckimi ubraniami miały bardzo duże zyski patrząc na Państwa stroje – zażartował – Dzisiaj jest Dzień Alchemika, z tej okazji to całe przyjęcie. Tak, więc pragnąłbym wznieść toast ze wszystkich Alchemików, także tych, którzy nie pracują w Armii, za wszystkich wojskowych i za zebranych tutaj. Zdrowie! – Powiedział, po czym napił się wytrawnego wina, które było na każdym stole, nalane już każdemu z gości do kieliszka, wszyscy zgromadzeni zrobili to samo – Zanim zaczniemy ucztę, a także tańce, chciałbym powitać i zaprosić brawami kolejnego mówce – i tu wszyscy zaczęli klaskać, choć tylko nieliczni wiedzieli, kto teraz wystąpi
- Dobry wieczór wszystkim – powiedział piętnastolatek ubrany w garnitur z czerwoną chusteczką dekoracyjną w kieszeni, która znajdowała się na jego lewej piersi i pasowała kolorystycznie do sukienki jego partnerki – Zapewne większość osób słyszała o mnie i o moim bracie, choć możecie mnie nie poznać. Jestem tym, który przez cztery lata swojego życia nie miał ciała – po sali, zaczęły krążyć szepty, co trochę stremowało chłopaka – Dużo podróżowałem, nawet wtedy, po naszym kraju i poznałem wielu wspaniałych ludzi – alchemików jak i wojskowych, dzięki tym wszystkim doświadczeniom z dumom mogę teraz powiedzieć, że jestem Państwowym Alchemikiem, choć od niedawna. Te wszystkie podróże nauczyły mnie tego, że nieważne, jaki człowiek ma status społeczny, ani jakiego jest pochodzenia, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy swoje uczucia, a także marzenia, które się spełniają. Jeżeli mi nie wierzycie w to, co mówię, to jestem idealnym przykładem na to, że to prawda…
- Heh… Wiedziałem, że sobie poradzi – Pomyślał Ed stojąc już pod ścianą z grupką osób, które się spóźniły, a nie chciały przerywać uroczystości i robić zamieszania szukając swoich stolików.
- Jak już wspomniałem, większość z was, o ile nie wszyscy słyszeliście o moim bracie, a mnie tylko kojarzycie. Rozwieje wasze pytania i powiem, że także jestem dumny z tego, że mój brat w wieku dwunastu lat został Państwowym Alchemikiem! – Teraz już wszyscy zgromadzeni zaczęli szeptać głośniej i jeszcze bardziej wpatrywać się w chłopaka z coraz to większymi źrenicami w oczach – Tak, proszę Państwa, nareszcie wróciliśmy do domu z bratem i powiem na koniec, że to chluba dla mnie nosić nazwisko Elric i miano brata Stalowego Alchemika! Mogę tylko jeszcze powiedzieć, że powinniśmy się wszyscy cieszyć, z tego jak żyjemy i z wszystkiego, co mamy, bo w życiu nigdy nic niewiadomo. Dziękuję -
Al zszedł ze sceny cały roztrzęsiony. Na sali zapanowała cisza, którą przerwało pojedyncze klaskanie Eda, dobiegające spod ściany. Po chwili dołączyła do niego, Trisha, która wstała z miejsca, a także sam Fuhrer Amestris. Te owacje trojga ludzi wsparły całą publiczność, która także podniosła się z krzeseł i Aru dostał owacje na stojąco, kiedy zmierzał w stroną swojego stolika. Ktoś w między czasie także krzyknął: „Niech żyją bracia Elric”, ale tłum oklasków zagłuszył ten wiwat.
Na scenę ponownie wszedł Roy Mustang z uśmiechem na twarzy
- To był Alphonse Elric. Zbrojny Alchemik. – i po sali znowu rozległy się brawa, od czego nastolatek się zarumienił…
- Było dobrze – pocieszyła go Trisha, gdy już zajął swoje miejsce
- A teraz zapraszam do uczty i tańców – światło znowu rozjaśniło pomieszczenie, a spóźnialscy zajęli wyznaczone im miejsca.
Ed skierował się w stronę stolika, gdzie tylko jego brakowało. Już widział wszystkich tam siedzących, gdy stanął, bo go zatkało. Momentalnie ocknął się i poszedł do stolika, przed tym jak odsunął krzesełko
- Zobaczcie, kogo tu niesie – powiedziała Trish wskazując na blondyna, który właśnie szedł w ich stronę. Miał na sobie za długą koszule, która wystawała spod marynarki, ale właśnie to dawało mu tego dnia uroku. W końcu podszedł do nich i się przywitał
- Hej wam wszystkim – powiedział
- Gdzieś ty się podziewał?! – Od razu zaczął Aru
- Nieźle sobie poradziłeś z przemówieniem – powiedział z chytrym uśmieszkiem
- Słyszałeś je? – Zapytał zdziwiony młodszy brat
- A myślisz, że kto jako pierwszy zaczął klaskać?
- To byłeś ty?!
- No jasne, że ja. A kogo innego by to bardziej dotknęło – zażartował
- Fakt
Miz cały czas patrzyła na Eda jak w obrazek. Według niej bardzo dobrze wyglądał. Z tego stanu wyrwał ją jego głos
- Nie wiedziałem, że to ty będziesz moją partnerką
- Szczerze, to ja też zbytnio nie wiedziałam, kogo mi dadzą – odpowiedziała lekko rumieniąc się
- No dobra, cofam to, co powiedziałem. Nie będę tańczył z jakąś głupią obcą mi dziewczyną, tylko z moją sąsiadką – pomyślał Edo
- Oni się chyba znają – powiedział szeptem Al do swojej partnerki
- Chyba tak, fajnie razem wyglądają – odpowiedziała mu

***

W tym samym czasie po drugiej stronie sali.
- A więc wrócili, mam nadzieje, że nie będzie się do niej kleił – powiedział wysoki (1,87m) chłopak, patrząc cały czas w stronę Elriców – Dobrze, że nie słyszała tego przemówienia – pomyślał – Jeszcze by do nich od razu pobiegła, a mój plan by diabli wzięli

**

- Mówiłam Ci, że lepiej było iść na pieszo – powiedział Sheska do Winry, która miała całe ręce upaprane w oleju
- Moja wina, że w połowie drogi auto się zepsuło i musiałam je naprawić – odpowiedziała jej wycierając ręce w chusteczkę
Obie weszły na salę i zastały gości już jedzących
- No to świetnie – mówiła okularnica, która była w jasnej sukience z perłami na szyi – Już po przemówieniach, a ja chciałam je potem spisać – dodała
- Spokojnie – pocieszała ją Win, kiedy prowadzono je do ich stolika – Mówiłaś, że nie mamy parterów
- A to taka niespodzianka, żeby było Ci lepiej – odpowiedziała jej już z uśmiechem
- Dzięki Ci, powiedziała ściskając koleżankę
- Nareszcie jesteście – ucieszył się chłopak obejmując na powitanie Win
- Uważaj, bo jeszcze pognieciesz – zaśmiała się dziewczyna – Skąd ty się tu wziąłeś?
- Jakbyś zapomniała jestem przecież Państwowym Alchemikiem i musiałem tutaj przyjść
- Racja
- Wiesz, chciałbym potem z tobą porozmawiać – powiedział jej po cichu, tak żeby tylko ona to usłyszała
- O czym on chce gadać? – Zapytała się sama siebie, aż w końcu mu odpowiedział – Dobrze
Kiedy oni tak gadali Sheska zajęta była rozmową ze swoim parterem, którego nie widziała od paru dni, a nie to, co jej przyjaciółka od paru miesięcy.
- Miło, że wreszcie dotarłyście – powiedział Sein, do swojej dziewczyny
- Miałyśmy mały kłopot z transportem – powiedziała, a po chwili pocałowała swojego partnera w policzek na przywitanie

Rozdział 13 Pride i Naive



**

Roy wstał od stołu i podszedł do Rizy prosząc o pierwszy taniec. Kobieta oczywiście zgodziła się, jako że nie wypadało odmówić głowie państwa, szczególnie podczas takiej uroczystości. Oboje przemierzyli całą salę idąc po dywanie, który rozdzielał wszystkie stoły na pół.  Weszli na parkiet i od razu zaczęła przygrywać im muzyka. Mustang położył swoją prawą rękę na talii partnerki, a ta swoją na jego lewym ramieniu. Ich wolne ręce splotły się, a głowy powędrowały w ich stronę.  Zaczęli iść w rytmie przygrywającej im muzyki. Ich nogi harmonizowały ze sobą, a pomiędzy ciałami można było wyczuć te uczucia, które były najistotniejsze w tym tańcu. Twarze zgodnie patrzyły na jeden punkt, aż w końcu doszli do skraju parkietu. Mustang obrócił dookoła swoją partnerkę, która w konsekwencji wylądowała metr od ziemi trzymając się jego ciała i jednocześnie będąc podtrzymywana przez niego. Równie szybko jak znalazła się w tej pozycji wróciła do pionu. Jednakże jej obcisła sukienka uwidaczniająca jej kobiece kształty, mało, co się nie rozerwała przy tej figurze tanecznej. Teraz zmienili rękę i szli w przeciwną stronę, co dotychczas. Dalej było czuć te uczucia: niepewność i skupienie przeplatały się ze sobą. W połowie sali Fuhrer obrócił swoją partnerkę dookoła jej osi dwa razy, po czym przyciągnął jeszcze bliżej do siebie (o ile to możliwe) jednocześnie przejeżdżając swoją ręką wzdłuż jej ciała. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą, Roy był o krok od spełnienia swojego marzenia. Poszli dalej, zatoczyli wielkie koło, z następnym wygięciem do tyłu Rizy, tyle, że tym razem czuła się już swobodniej, aż tak, że podniosła delikatnie do góry swoją prawą nogę, w między czasie, kiedy jej partner obrócił się razem z nią dookoła. Oczy większości zgromadzonych wędrowały za tańczącą parą, która zawędrowała pod najbliższy stół i porwała ze sobą do tańca jedną z czerwonych róż, które znajdowały się na stole w ozdobnym wazonie. Początkowo Mustang miał ją w ustach, ale do czasu, kiedy Hawkeye mu ją zabrała i wsadziła w swoje. Ich występ zakończył się tym, że oboje jednocześnie pieścili róże swoimi ustami i stanęli tak samo jak zaczęli. Tylko oni wiedzieli, że to nie było tylko trzymanie róży, lecz wyszedł z tego prawdziwy pocałunek w usta, przez który Hawkeye po raz pierwszy od zostania wojskową zarumieniła się.

**

- Mi się wydaje, czy oni czasem nie… - powiedział Edward z otwartą buzią
- Chyba masz rację bracie… - odparł Aru, z miną taką samą, jak jego brat. Obojga ich zamurowało, a dziewczyny patrzyły tylko na tamtą parę i wyobrażały sobie je z ich partnerami w takim tańcu. Cały czas śledziły jak oboje wracali na swoje miejsca, a parkiet zaczął się wypełniać różnymi parami. Nastolatki siedziały w ciszy i patrzył tylko na swoich partnerów z błagalnym spojrzeniem, które mówiły „poproście nas wreszcie”. Niestety obaj bracia nie umieli wyczytać tej aluzji, aż wreszcie Trish szepnęła coś na ucho Alowi. Ten od razu zrozumiał, o co im chodzi i pod stołem kopnął brata w nogę, a ten spojrzał na niego pytającym spojrzeniem. Po chwili starszy z braci zrozumiał, o co chodzi i zapytał się Swojej partnerki czy chciałaby zatańczyć. Miz bez żadnych ceregieli zgodziła się i poszła razem ze Stalowym na parkiet. Ten objął ją delikatnie w talii a ona zawiesiła ręce na jego szyi i swobodnie w rytm muzyki zaczęli się poruszać. Oczywiście jak przystało na Edwarda, jego wzrok nie zatrzymał się tylko na dziewczynie ubranej w zielono jasną sukienkę, tylko wędrował po całej sali dokoła. Trzeba jednak przyznać, że jej dzisiejszy wizerunek zwrócił jego uwagę i myślał o nim pochwalnie, a także cieszył się z tego, że większość młodych chłopaków zazdrościli mu partnerki.
Jego brat też nie został w tyle i też zabrał swoją partnerkę na parkiet, tyko, że w tym przypadku sytuacja była już prawie jasna. Tak jak brat na początku chciał utrzymać dystans, ale dziewczyna mu szepnęła
- Po co już ukrywać dokonany fakt? – Po czym wtuliła się w niego
- Zapomniałem ci powiedzieć, że wyglądasz pięknie – i on też mocno się do niej przytulił
Cała sala teraz tańczyła na parkiecie przy wolnej piosence. Oczywiście nie zabrakło też Sheski i Seina, a także Winry i Rafaela.
Po dwóch tańcach Raf szepnął do swojej partnerki
- Dlaczego wtedy uciekłaś?
Win nie odpowiedziała, skierowała tylko twarz w podłogę, choć cały czas pozwoliła prowadzić mu w tańcu.
- Odpowiesz mi? – Zapytał z jeszcze bardziej namiętnym głosem, któremu blondynka nigdy nie potrafiła się sprzeciwić, jednakże i tym razem milczała. Brunet troszkę zirytowany złapał ją za nadgarstek i pociągnął w kierunku wyjścia. Dziewczyna nie miała nic przeciwko i podążyła za nim. W połowie drogi oboje obtarli się o mniejszego od Rafa jasnego bruneta, który spojrzał na nich z lekkim opóźnieniem, kiedy znikali już w tłumie ludzi. Jednak to wystarczyło, aby ten puścił swoją partnerkę, która nie wiedział, o co chodzi i z niedowierzaniem zaczął wpatrywać się w miejsce gdzie tamci zniknęli.
- Al, co się stało? – Zapytała zdziwiona Trish
- Wydawało mi się, że widzę… Nie, to przecież nie możliwe, co ona by tu robiła, przecież nie pracuje dla wojska – powiedział pod nosem
- Że słucham? – Zapytała, zdezoriętowana dziewczyna
Ale nie zdążyła nic usłyszeć, bo tym razem to ona przejęła inicjatywę i zaczęła go prowadzić w rytmie nowej muzyki. Chłopak, choć cały czas zamyślony dał się jej prowadzić.
Ed szedł właśnie w kierunku stolika za swoją partnerką, bo obojgu wyschło w gardłach, od częstych rozmów. Nie wiedział, co ma myśleć o dziewczynie, lubił ją i to bardzo, no, ale… Właśnie, zawsze jest to, ale. Zawsze jest jeszcze ktoś inny. Oboje usiedli przy stoliku i napili się świeżo wyciśniętego soku brzoskwiniowego. Ed podparł głowę na rękach już trochę zmęczony, kiedy to Miz przysunęła się do niego z krzesełkiem i szepnęła
- Masz kogoś? – Chłopak od razu odwrócił głowę w jej stronę, było widać, że automatycznie stał się cały czerwony
- Eee… nie – odpowiedział trochę zażenowany
- No widzisz…, chodzi mi właśnie o to, że ty mi się bardzo podobasz – wydusiła z siebie dziewczyna i chciała zobaczyć reakcją chłopaka, ale…Jego już nie było.
Edward szedł cały blady jakby zobaczył ducha, przemierzał salę w kierunku wyjścia, gdzie zniknęła mu znajoma postać. Po paru chwilach wychylił głowę z za framug drzwi wejściowych i usłyszał dialog
- Dobra, nie musze wiedzieć, dlaczego uciekłaś – mówił jakiś chłopak – Chcę tylko wiedzieć, czy mnie kochasz?
- Ja… - w głosie dziewczyny było słychać niepewność, chwilę się namyślała – Tak, kocham Cię – powiedział ten sam znajomy głos.
- I nawet gdyby ktoś się pojawiłby to uczucie w stosunku do mnie dalej byłoby dla ciebie najważniejsze? – Ciągnął
- Tak, ale, o czym ty mówisz?
- Nie, nic, tak tylko
Eda zatkało, przecież to była ona. Nie miał wątpliwości, to była jego, jego… Chłopak spuścił głowę ze smutku, ledwo powstrzymując się od wyjścia do dwojga całujących się właśnie nastolatków. Edward wrócił do stolika nie w humorze, gdzie zastał swoją partnerkę, która cały czas patrzyła na niego, o czym dobrze wiedział. Wściekły i smutny a także rozczarowany zajął swoje miejsce.
- Co się stało? – Zapytała się Mizuki
- Nic – odpowiedział jej, teraz jego największym marzeniem było zostać samemu, niestety jak na zrządzenie losu podszedł do niego właśnie Roy
- Nareszcie jesteś – powiedział do niego przysiadając się do stolika wraz z Rizą, w tym czasie nasłał jednego ze swoich młodych podopiecznych alby zatańczył z Mizuki – Jak ci się podoba twoja sąsiadeczka? – Eda wkurzyło to pytanie. Cały czas myślał o kimś innym, a ten kazał mu zwrócić uwagę na swoją partnerkę
- Jest spoko – odpowiedział wreszcie, choć i tak cały czas nie miał ochoty z nikim gadać. Riza i Roy wymienili spojrzenia. W końcu kobieta zaczęła
- Ed, co się stało? – Ale ten jej nic nie odpowiedział – Widziałeś ja, prawda? – Chłopak przytaknął a Riza dała znak Fuhrerowi, aby ten ich zostawił. Jednakże Roy nie potrzebował żadnego znaku, bo wśród tłumu znalazł ładną kobietę, z którą jeszcze nie tańczył i zawędrował w jej stronę. Hawkeye przysiadła się bliżej chłopaka
- Nie sądzisz, że ona też ma prawo do szczęścia? Że jej w końcu też należy się ktoś, kto zawsze będzie przy niej? Niebyło was rok, a ona przez większość tego czasu opłakiwała nie tylko was, ale także swoją babcię i psa
- Jak to? – Zapyta zszokowany Ed
- Miesiąc po waszym zniknięciu pani Pinako zachorowała na nieznaną chorobę, a potem zmarła, Dana postrzelili myśliwi. Została jej tylko jedna przyjaciółka Sheska, która chcąc ją uszczęśliwić zapoznała ją z Rafaelem. No, ale nie jestem tu, aby opowiadać Ci historie jej życia. Musisz po prostu zrozumieć, że ona też ma prawo do bycia kochaną – powiedziała Riza i zostawiła go samego przy stoliku.
- Na co ja się łudziłem – myślał, siedząc samotnie przy stoliku – Przecież to było oczywiste, że kogoś sobie znajdzie. Zresztą i tak by się we mnie nie zakochała – dobijał siebie – Ale ja byłem głupi. GŁUPEK!- W tym czasie Aru podszedł sam do stolika ze skwaszoną miną. Od razu zauważył brata, który oparł głowę o stuł i krzesełko miał odsunięte od niego o metr.
- Co jest?
- A co cię to? Idź cieszyć się balem, a mnie zostaw!
- Eee… dobra, dowiem się, o co chodzi?
- Choć ty mnie nie dobijaj, ok.?
- A więc to mi się nie wydawało – powiedział Al uświadomiony, że nie miał zwidzeń
- Co takiego? – Zapytał go brat cały czas opierając głowę o kant stołu
- Że widziałem Winry z jakimś chłopakiem
- Skąd wiesz, że o to właśnie chodzi? – Zapytał zdziwiony słowami brata
- No wiesz, łatwo się domyśleć, że to cię tak dobiło, skoro przez sen ciągle krzyczysz jej imię – odparł nabijając się z niego, bo chciał trochę rozluźnić atmosferę
- Bardzo śmieszne – odpowiedział z jeszcze smutniejszym tonem głosu
- Nie no, weź przestań. Przecież ona z nim tylko tutaj przyszła
- Jesteś pewien, bo ja nie! – Prawie wykrzyczał mu w twarz, bo gdy to mówił podniósł głowę.
Alphonse teraz widział, że Eda naprawdę to dobiło. W oczach złotookiego dało się wyczytać ból i rozczarowanie.
- Nie mów, że tylko widok jej z nim aż tak cię dobił.
- Nie
- To, co się stało?
W głowie, Eda znowu zaczął kołatać się dialog tamtej dwójki
- Jakby ci to … A więc dla twojej wiadomości ona ma chłopaka
- Aha, rozumiem. Ale co w tym złego, ja też mam dziewczynę.. Ups – złapał się za usta i przypomniał sobie, że to miała być tajemnica. Jego brat spojrzał na niego błagalnie, aby już  nic nie mówił, bo tylko pogarsza sytuacje.
Ed wstał od stołu i wybiegł z budynku. Na dworze nie było zimno, jak na listopadową noc, dopiero, co na niebie zawitał księżyc i pierwsze gwiazdy. Dobrze wiedział gdzie zmierza, mianowicie nad pobliską rzekę, nad którą spacer zabrał mu pięć minut. Chłopak zawsze najlepiej czuł się, gdy otaczał go cisza i spokój. Nie lubił pękających w szwach miejsc od tłumu ludzi, zapachu zmieszanych ze sobą tysięcy kobiecych perfum, ani jak co pięć minut podchodzi do niego nowa osoba i się z nim wita i gratuluje powrotu do domu. Dla niego nie były najważniejsze dobra materialne, czy też sława. Nie. Najważniejsze były uczucia, rodzina, a także przyjaciele i marzenia, ta… Od dawna jego najważniejszym marzeniem było poczuć na sobie ciepło bliskiej mu dziewczyny, a teraz zamieniło się ono tylko w nierealną głupią myśl, która zepsuła mu humor na całym balu.
- Przecież nie mogę smucić się tylko z tego powodu! Hawkeye miała rację. Ona też ma prawo do szczęścia i wiadomo było, że przy mnie go nie zastanie! Muszę się opanować chociażby po to, aby innym nie zepsuć tego wieczora – pozmyślał po półgodzinnej przerwie od tego hałasu w Sali Balowej. Podniósł się i zaczął wracać do budynku wolnym krokiem cały czas będąc pogrążonym w myślach. Nie zdążył dotrzeć do drzwi, gdy na parkingu przed salą zastał Mizuki.
- Co ty tu robisz? – Zapytał zdziwiony
- Szukam Cię głuptasie – powiedziała zadowolona, że wreszcie znalazła „swoją” zgubę – Gdzie byłeś?
- Musiałem się odświeżyć
- A coś się stało?
- Nie nic – odpowiedział kłamiąc jej w żywe oczy
- Jesteś pewien, że wszystko w porządku?
- Tak, a czemu miło by nie być?
- No, bo tak dziwnie się wtedy zachowałeś
- Nie przejmuj się tym
- Heh.. No dobrze – Oboje weszli razem do budynku, gdzie zabawa rozkręciła się na dobre. Większość dorosłych była już dobrze podpita, a jeżeli nie to przez późną godzinę, zbytnio nie panowali już nad sobą. Mniej więcej z tego powodu na środku parkietu zaczął tworzyć się wężyk (zabawa jak na wsi xD), którego prowadził nie, kto inny jak Roy Mustang, a tuż za nim była pani Hawkeye. Ed dziwił się troszkę ich zachowaniu. W końcu nigdy nie widział rozbawionej Rizy. Ten widok nie był najlepszy. Najbardziej zastanawiało chłopaka, dlaczego oni tak wszyscy dziwnie się zachowują, jakby byli upici, no, ale przecież na stołach nie było wódki. Ed podszedł do brata w czasie, gdy Miz poszła do łazienki.
- Co tu się dzieje? – Zapytał zdziwiony
- Nie mam pojęcia, w pewnej chwili wszyscy zaczęli się dobrze bawić i dziwnie zachowywać. A tobie, co? Polepszyło ci się? – Zapytał Aru siedzący rozkrokiem na krzesełku, tak, że opierał się rękoma na oparciu.
- Mój temat zostawmy w spokoju, dobra? Lepiej martwmy się o nich – wskazał na dorosłych.
- No, ale co my niby możemy zrobić?
- Obserwować na przykład
- No niby tak
- A gdzie masz Trishe?
- Musiała skorzystać z toalety
- A Ciebie znalazła w końcu Mizuki?
- Tak i też poszła do toalety. Ah te kobiety – dodał wzruszając ramionami
- Nom, atak poza tym, skąd ją znasz?
- Parę dni temu wpadłem na nią na ulicy. Tak przy okazji, to ona jest naszą sąsiadkom.
- To fajnie
- Ta
- Coś ci nie pasuje?
- Nie, nic tylko, że…- nie dokończył, bo raptownie podniósł się z krzesełka i zauważył, że większość gości leży na podłodze albo na krzesełkach, w tym także orkiestra. Jeżeli co niektórzy dorośli jeszcze tego nie robili, to właśnie zataczali koła i upadali na ziemię - Co jest? - Zapytał, a jego głos rozniósł się po całej Sali. Rozejrzał się dookoła i na nogach już nie było widać żadnej osoby dorosłej. Jego brat także stał i rozejrzał się.
- O co tu chodzi?
- Nie mam pojęcia Al – powiedział mu głośniej, kiedy sprawdzał tętno najbliższej osoby – Oni żyją, ale… wydaje mi się, że wszyscy zasnęli – dodał zdziwiony
Po Sali rozniosły się brawa.
- Masz rację, kope lat kurduplu – powiedział znajomy głos. Ed od razu go rozpoznał
- Jak ty się tu znalazłeś!? – Wykrzyczał krążąc dookoła własnej osi, bo nie był w stanie stwierdzić, z której strony były wypowiedziane te słowa.
- Wiesz, nie zniszczyliście mnie do końca. Owszem byłem w krytycznym stanie, ale pewien naiwny naukowiec mnie znalazł i w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób przeniósł mnie tutaj, kiedy wy dalej poszukiwaliście drogi do domu
- Ale jak!?
- Kto Ci powiedział, że tylko po tej stronie istnieje Kamień Filozoficzny? – Na te słowa Edwardowi rozszerzyły się maksymalnie źrenice
- Niby skąd po tamtej stronie miałby się on znaleźć?
- To proste, twój niewydarzony brat go tam umieścił, kiedy cię wskrzesił – Ed spojrzał na brata, który już wiedział czyj to jest głos
- Czego chcesz?
- Zemsty – powiedział Envy, wyrastając niczym z podłogi za blondynem – A teraz Stalowy kurduplu, bądź tak miły i powiedz mi, dlaczego nie napiłeś się tego wina? – Zapytał go trzymając obu braci od strony pleców na ostrzach, w które zamienił swoje obie ręce. Jeden fałszywy ruch, któregoś z nich a obaj skończyliby z wielką dziurą w brzuchu
- Jakbyś nie wiedział, ja nie pije – zakpił sobie Ed, za co został postrzelony przez tajemniczą postać w lewe ramię. Ból przeszył jego ciało. Był tak silny, że powalił go na kolana. Al, choć cały czas odwrócony do Homunkulusa tyłem, widział kontem oka brata. Na Sali nie było nikogo oprócz nich, więc skąd te strzały?
- Nie musiałeś tego robić Pride – powiedział Envy do wyłaniającej się postaci z za mównicy.. Al spojrzał na niego i zaniemówił., bo wygląd homunkulusa był taki sam jak jego brata.
- Jakbyś nie zauważył, to on chciał właśnie dokonać transmutacji – odpowiedział mu sarkastycznie, trzymając w ręce pistolet. Jego głos był także identyczny jak Eda.
- O co tu chodzi!? – Zapytał wreszcie młodszy Elric
- Nie rozumiesz? – Mówiła powoli dochodząca do niego z tyłu osoba, brzmiąca tak samo jak on. Nastolatek, pomimo, że Envy cały czas trzymał go sztyletem przy plecach odwrócił głowę do tyłu, zobaczył idącego chłopaka, który mógłby być jego bratem bliźniakiem – Stworzyliście nas – powiedział Naive
- Czego chcecie? – Zapytał się Edward wstając chwiejnie, co sprawiło mu jeszcze więcej bólu. Jego ramie nie wyglądało dobrze, cały biały rękaw koszuli był teraz zalany krwią, którą próbował zatamować uciskając renę prawą ręką.
- Zemsty i zabawy – powiedział Pride będąc oddalonym metr od Eda.
- Zostawcie ich! – Wykrzyczała długowłosa blondynka w zielonej sukience, która stała w futrynie drzwi do damskiej toalety.
- A więc, nie tylko Ci dwaj nie skosztowali wina – powiedział sarkastycznie Envy, kopnął Edwarda w kolano, a Ala w kark, także obaj bracia wylądowali na ziemi – Naive, przypilnuj ich – powiedział do homunkulusa, który stał za nim, ten przytaknął.
Zielonowłosa człekopodobna postać wraz z Pridem zaczęła kierować się w stronę nastolatki
- Miz! Uciekaj stąd! – Zawołał obolały Ed
- Dobrze mówi panienko, nie wiesz, do czego jesteśmy zdolni – powiedział Pride, cały czas zbliżając się do niej.
- A wy nie wiecie, do czego ja – Rozdarła sukienkę na wysokości kolan, na rękach miała rękawiczki, z wyrysowanymi kręgami transmutacji. Dziewczyna szybko klasnęła w dłonie i przyłożyła je do podłogi. Wielka ręka wynurzyła się z ziemi i złapała zaskoczonego homunkulusa podobnego do Eda. Envy patrzył na nią z niedowierzaniem.
- TY! Ty jesteś… - wyjąkał
- Tak, jestem Państwową Alchemiczką! – Krzyknęła, kiedy zaczęła biec w kierunku homunkulusa. Ten przyszykował się do obrony, ale blondynka zwinnie przeskoczyła nad nim i pobiegła w stronę Naive. Envy cały czas patrzył na nią i skrzywił się drapiąc się jednocześnie po głowie.
Ten cały pokaz miał tylko odwrócić uwagę od Rafaela, który w tym czasie stworzył powietrzną bańkę wokół homunkulusa, w ten sposób unieruchamiając go. Naive, skupił się na Miz, co było jego błędem, bo ona była tylko przynętą, aby Trisha i Winry mogły zabrać braci Elric w bezpieczne miejsce. Już do nich podchodziły i wołały za sobą Ala, bo obie musiały podtrzymywać ledwo przytomnego z braku krwi Eda, gdy ten postanowił zostać na polu walki. Dziewczyny odsunęły blondyna za stoły tak, aby ich nikt nie widział. Win rozerwała kawałek obrusu by wyszła z niego dłuższa przepaska i założyła nieprzytomnemu chłopakowi prymitywny opatrunek.
W tym czasie Al klasnął w ręce i Naive został opatulony grubą warstwą cementu. Chwilowo mieli go z głowy. Razem z Miz rozejrzeli się po sali gdzie leżeli ciągle śpiący goście. Trójka homunkulusów była złapana.
- To już chyba wszyscy - powiedział Rafael dochodząc do Ala, który cały czas się rozglądał
- Chyba tak – odpowiedział masując sobie bolący kark
- Tak przy okazji Jestem Rafael, ale wszyscy mówią mi Raf, jestem Powietrznym Alchemikiem
- Al – powiedział podając mu rękę. Mizuki się tylko uśmiechnęła, poznała już go w damskiej toalecie, kiedy obmyślali plan pokonania wrogów. Niestety w tym czasie, na sali pojawiła się nowa postać
- Puśćcie ich – powiedziała dziewczyna trzymając nóż na gardle Trishy, która była cała przerażona. Dziewczyna nie miała szans z homunkulusem.
Trójka Alchemików wykonała posłusznie jej polecenie i zaraz Envy, Naive i Pride byli wolni. Dołączyli do swojej koleżanki po fachu.
- Miło nam było Psiunie, ale my musimy już spadać – dodała dziewczyna – Chłopaki bierzcie ją tez – wskazała na bezwładne ciało Winry. Pride przerzucił ją przez ramię.
- A gdzie kurdupel? – Zapytał Envy. Naive rozejrzał się, ale nigdzie nie widział pierwowzoru swojego brata. Tak Pride i Nive byli braćmi – Ehh… no dobra, mamy to, po co przyszliśmy – dodał i czwórka homunkulusów wyszła głównym wyjściem, a Alchemicy nawet nie raczyli drgnąć, bo Naive trzymał ich na muszce. Dopiero, gdy skręcili na róg Alowi popłynęła łza z oka.
- Zabrali ją – wyszeptał pod nosem spuszczając głowę – Co ze mnie za Alchemik i chłopak, skoro nie umiałem nawet pomóc swojej dziewczynie!! – Wykrzyczał uderzając pięścią w podłogę
Mizuki automatycznie poszła szukać rannego Edwarda, którego dziewczyny pewnie gdzieś ukryły, a Raf stał cały czas bezwładnie nie wierząc do końca, że homunkulusy porwały Win.
Cała sala wyglądała jak pobojowisko. Na środku było widać krew Eda a wszędzie dookoła śpiących ludzi, którzy nie byli świadomi tego, co właśnie się wydarzyło

_________________________
Przepraszam, że tak długo nie dawałam, ale zapomniałam,  ilość komentarzy, jako oznak, ze ktoś to czyta mnie dołowała jeszcze bardziej. Jednak w końcu zobaczyłam te ponad tys. wejść i dodałam :-P
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

 

Strona wygenerowana w 0.394 sekund z 21 zapytaniami.