Autor Wątek: Seria I - Jak naprawić swoje błędy?  (Przeczytany 2708 razy)

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
Seria I - Jak naprawić swoje błędy?
« dnia: 31 Maj 2008, 11:54:56 »
No dobra, mam nadzieje, że nie zostanę odrzucona z powodu mojego stylu pisania, gramatyki, interpunkcji i czasami ortografią... ale nie jestem idealna xD Z początku może być trochę przymulające, ale wg innych rozkręcać się będzie z odpowiednią szybkością xD Rozdziały w tej serii są krótkie (mam już całość, gdzieś na blogu), ale powinno wystarczyć. Nie ponoszę odpowiedzialności za zdemoralizowanie was, kiedy np będziecie czytać o pewnych 2 scenach xDDDDD
Zapomniałabym dodać xDD jestem trochę inna jezeli chodzi o styl i mam coś takiego jak legendę, bez której naprawdę można się pogubić. Chodzi mi o znaczki, jakie będą pojawiać się przed każdą częścią opowiadania:
* - wspomnienia z przeszłości
** - teraźniejszość albo zmiana miejsca i bohaterów
*** - po chwili, dotyczy i teraźniejszości i przyszłości
"*" - dotyczy wydarzeń w świecie alchemii
() - dopowiedzonka i komentarze autorki ;p

No to lecimy, jak na razie wstęp:


PROLOG


Przygoda braci Elric z alchemią była im już pisana od chwili ich narodzin, ponieważ jak to dzieci zazwyczaj chcą iść w ślady rodziców, to w tym przypadku też tak było. W wieku dziecięcym chłopców opuścił ojciec (no może opuścił to za duże słowo), on po prostu się spakował i powiedział, że wróci.
 
-W dniu, kiedy odszedł spytałem mamę, dlaczego… powiedziała tylko, że tak już musiało być … starała się wtedy uśmiechać, ale ja wiem, że później długo płakała w ukryciu. Niedługo potem zachorowała i odeszła- mówił Edward ze spuszczoną głową ich historie Trish.

Nad grobem matki obaj przyrzekli sobie, że jeszcze kiedyś zobaczą jej uśmiech, co wiązało się z transmutacją człowieka, która jest zakazana. Sierotami zajęła się ich przybrana babcia, Pinako, prawdziwa babcia Winry, najlepszej przyjaciółki chłopców. Pewnego dnia podczas strasznej ulewy chłopcy pobiegli nad pobliską rzekę, chcąc pomóc mężczyzną w umocnieniach wału przeciwpowodziowego, który zabezpieczał Resembool, ich rodzinne miasto, przed powodzią. W tym czasie do miejscowości przybyła kobieta o imieniu Izumi wraz z mężem, zjawiła się nad rzeką i za pomocą alchemii wzmocniła wał. Chłopcy dobrze już znali podstawy alchemii, ale wiedzieli, że sami się wszystkiego nie nauczą i muszą znaleźć kogoś, kto im pomoże w dalszej przygodzie poznawania tej sztuki. Maluchy na swojego mistrza wybrali właśnie panią Izumi. Na początku kobieta nie chciała się zgodzić, ale chłopcy użyli dziecięcego daru, jakim jest robienie słodkich oczu i nie było już żadnego sprzeciwu (prawie xDD).
Po odbytym treningu wrócili do rodzimego miasta i wypełnili swoją obietnice – dokonali transmutacji człowieka. Niestety nie udało im się, w wyniku, czego Ed stracił lewą nogę, a Al swoje ciało. Jego brat na wpółprzytomny, resztkami sił sprowadził duszę Ala z bramy, umieszczając je w rycerskiej zbroi, zachowując zasadę „Równej wymiany: żeby coś stworzyć należy poświęcić inną rzecz o takiej samej wartości”, czyli tracąc prawą rękę.
W miejsce kończyn starszy Elric dostał protezy mechaniczne zrobione przez Pinako i Winry, która już się uczyła, aby zostać w przyszłości mechanikiem i protetykiem. Po roku rehabilitacji Edward przybył do Central City wraz z bratem i został najmłodszym alchemikiem w historii z przydomkiem Stalowy Alchemik. Chłopak zrobił to tylko, dlatego, aby mieć dostęp do książek alchemicznych i aby móc spokojnie szukać legendarnego kamienia filozoficznego, by naprawić błędy, które popełnili w przeszłości. Chcąc nie chcąc dzięki bramie, którą wtedy zobaczył nie musi rysować kręgu transmutacji, wystarczy, że klaśnie w ręce.
Chłopcy na swojej drodze napotkali wiele przeszkód między innymi Scara, który także szukał kamienia i homunkulusy – sztuczni ludzie powstali w wyniku nieudanej transmutacji człowieka, którzy też dążyli do tego samego celu.
Ed mając 15 lat przeszedł na drugą stronę bramy z pomocą kamienia, wskrzeszając brata. Rok później po całej akcji, jaka wydarzyła się w związku z Najazdem na Shambale (film: Fullmetal alchemist: Conqueror of Shambala) Al również znalazł się po drugiej stronie bramy. Od tamtej pory obaj próbują znaleźć powrotną drogę do ich prawdziwego domu, napotykając dużo nowych znajomych osób, masę niebezpieczeństw i zdając sobie sprawę z własnych ukrywanych dotąd uczuć...

-----------------------
jutro ma nadzieje będzie dalej xD
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

Offline Futabas

  • Otaku
  • *****
  • Wiadomości: 1155
(Bez tematu)
« Odpowiedź #1 dnia: 31 Maj 2008, 12:11:35 »
Napisane jest bardzo fajnie. Tylko nie do końca wiem po co ten prolog, skoro to praktycznie streszczenie początkowych epizodów anime :-o.
W każdym bądź razie czyta się lekko i przyjemnie, więc czekam na rozdziały.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Futabas »

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #2 dnia: 31 Maj 2008, 12:29:42 »
Futaba, zdaje sobie sprawe, że nie wszyscy oglądali FMA więc lekkie wprowadzenie musiałam napisać ^^.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

Offline Yuna

  • Random
  • Wiadomości: 19
(Bez tematu)
« Odpowiedź #3 dnia: 31 Maj 2008, 12:52:20 »
O, opowiadanie z FMA :mrgreen: !
Przeczytałam i powiem tak - ciekawie to wszystko napisałaś, aczkolwiek prolog ten za wiele mi nie mówi - streściłaś tylko wydarzenia znane z anime, a przydałoby się chociażby jakaś mała sugestia co do dalszej części opowiadania, coś "na zachętę".
To tyle mojego marudzenia xD.
Co do ewentualnych błędów - wyłapałam jakieś dwa czy trzy, ale są tak mało znaczące, że to byłoby zwykłe czepialstwo, gdyby zaczęła Ci je tu wymieniać.
Jeśli chodzi o styl, zastrzeżeń nie mam (a tę legendę jeszcze rozszyfruję xD)

Ogółem - wstęp niczego sobie, ale czekam na więcej xD.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Yuna »

Offline LunarBird

  • Świeżak
  • *
  • Wiadomości: 76
    • http://lunarbird.go.pl
(Bez tematu)
« Odpowiedź #4 dnia: 01 Cze 2008, 11:31:43 »
Dotychczas omijałem Full Metal Alchemist, ale może w końcu po niego sięgnę. W każdym razie podoba mi się twój styl pisania ^^ Czekam na jakieś konkrety XD
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez LunarBird »
Meet me at AnimeCore Forum
BOW TO NO MAN, TRUST NO ONE

Offline idh_yaa

  • Otaku
  • *****
  • Wiadomości: 2282
(Bez tematu)
« Odpowiedź #5 dnia: 01 Cze 2008, 11:42:21 »
Całkiem niezły wstęp , jednak brakuje jakiegoś nawiązania czy zachęty do kontynuacji , ale generalnie oprócz nielicznych błędów nie ma się do czego przyczepić ... czyta się płynnie i nie trzeba kontemplować z każdym słowem rozszyfrowując co autor miał na myśli ^^
I do tego FMA... cóż chcieć więcej xD

pisz pisz pisz... xDDD
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez idh_yaa »

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #6 dnia: 01 Cze 2008, 14:48:09 »
w tych dwóch rozdziałach (dałam dwa, bo są króciutkie xD) radzę uważać na legendę, bo już będzie można się pogubić, co niejednym się zdarzało xD Beznadzieja, akcja przyśpieszy... pomyślmy... gdzieś na, jak dla mnie na około 8 rozdziale, ale wasze zdanie przecież pewnie będzie inne xD :-P

Rozdział 1 Powrót


**

- Ed, boję się – powiedziała wysoka (wyższa od niego ^^, no, ale on i tak troszkę urósł) smukła brunetka o piwnych oczach, w które można by się wpatrywać godzinami a i tak nikt by nie dotarł do ich głębi.
- Nie martw się, już niedługo ujrzysz nasz świat- odparł Al, widząc, że dziewczyna była coraz bardziej przerażona.
Złote i niezmierzone oczy Eda spojrzały na o rok młodszego brata, mówiąc same za siebie, że już nadszedł oczekiwany czas powrotu do domu. Do równoległego świata, w którym się urodzili, który przypominał do złudzenia ten, w którym właśnie byli, do wszystkich ludzi, których opuścili ratując ich przed tajemniczą mocą, a w konsekwencji przeniosło ich na drugą stronę bramy.
Krąg transmutacji był już prawie ukończony wystarczyło tylko dodać po kropli krwi od każdego z „podróżnych” jako opłatę za przejście przez bramę. Bracia Elric zrobili to bez większego zastanowienia.
- Trish, jeżeli chcesz uciec od tej wojny, która targa ten świat, to uwierz mi, że jedna kropla twojej krwi to mało w porównaniu ze śmiercią. Wiem dobrze, że nam ufasz, bo gdybyś tego nie robiła to już dawno byś z nami nie szła i nie przeżylibyśmy tego wszystkiego. To są nasze ostatnie chwile tutaj, jesteśmy o krok od powrotu do naszego domu, więc proszę- mówił spokojnym, ale przekonującym głosem Edward, po czym dał nastolatce nóż do ręki (dobra wiem jak to brzmi no, ale oni tylko mają naciąć sobie palec a nie podcinać żyły, żeby nie było!). Dziewczyna spojrzała na blondyna, dobrze wiedziała, że ma rację, w końcu uratowali ją przed śmiercią pod gruzami, a potem się nią zaopiekowali i pozwolili jej-sierocie zostać z nimi.
- Dobrze- powiedziała i wykonała daną czynność. Stróżka krwi poleciała jej po całej ręce, aż w końcu jedna kropla upadła na krąg.
Cała trójka, chociaż Trisha nie była alchemikiem przyłożyła ręce do symbolu. W tym samym momencie pojawiło się bladoniebieskie światło bijące od znaku i chwile później stali przed bramą, która ich wciągnęła do swojego wnętrza.

**

- Al! – Pierwsze słowo wypowiedziane przez starszego Elric`a, kiedy tylko się ocknął. W zasięgu jego oczu nie był widać ani jego brata, ani Trishy. Był w gęstym lesie, w którym promienie słoneczne miały trudności z dostaniem się do najniższych partii krzaków - AL!! TRISH!! GDZIE JESTESCIE?!?- Darł się najgłośniej jak potrafił.
Nagle coś zaczęło się ruszać w krzakach za nim. Chłopak klasnął w ręce i w mgnieniu oka stworzył stalowy sztylet ze swojej protezy, która zastępowała mu prawą rękę.
- A więc nie odzyskałem ciała- powiedział sam do siebie pod nosem z głosem, w którym można było wyczuć smutek, jaki go ogarnął. Mimo tego, cały czas nie spuszczał zarośli z oczu.
Zaciekawiony i z zabezpieczeniem zaczął przedzierać się przez gałęzie. Okazało się, że …
 
Rozdział 2 Co było dalej...



*

Był piękny pogodny dzień, choć świat pogrążony był w wojnie. Przez miasto właśnie jechał
Samochód z dwoma chłopcami. Młodzieńcy byli do siebie podobni, choć jeden z nich miał ciemniejsze włosy i oczy, to można było stwierdzić, że są to bracia.
Z za zakrętu wyszła dziewczyna, miała około szesnastu lat, czytała książkę, często się potykała i nie zwracała uwagi na nic. Zainteresował się tym jeden z chłopaków.
W pewnym momencie wszyscy usłyszeli głos samolotu i po chwili ktoś krzyknął – Nalot! Kryć się! - Samochód zatrzymał się na środku ulicy i jego pasażerowie rzucili się na ziemie. Wszyscy oprócz chłopaka, który dalej patrzył na dziewczynę.
Po chwili zaczął biec w jej stronę aż w końcu ją przewrócił i oboje wylądowali na ziemi.
- Co ty robisz?!- Krzyknęła mu w twarz dziewczyna
- Jak myślisz?! Ratuje Ci życie! – Odparł i wskazał na ceglaną ścianę, która leżała przewrócona tam, gdzie nastolatka przed chwilą szła. Spojrzała z niedowierzaniem na tamto miejsce.
- Dziękuję – wyksztusiła z siebie i uwiesiła mu się na szyi płacząc
- Al! Nic ci nie jest?
- Nie bracie wszystko w porządku- oparł mu – A jak myślisz skoro siedzę i mówię do ciebie to chyba nie żyję – powiedział pod nosem tak, aby  go nie usłyszał - Jak się nazywasz? – Tym razem zwrócił się do dziewczyny
- Ja… jestem Trish – wyksztusiła w końcu
- Jak już zapewne usłyszałaś jestem Al, a to mój starszy brat Ed- w tym momencie chłopak się uśmiechnął – No dobra, my już lecimy, uważaj na siebie
- Zaczekajcie! – Chłopcy spojrzeli na nią – Widzę, że jesteście przejazdem, macie gdzie nocować? - Ed spojrzał na brata
- No właściwie to nie…- odpowiedział Al cały czas patrząc się na blondyna, wzrokiem mówiącym, żeby się uspokoił.
- Mogę wam pomoc, chociaż tyle zrobię za uratowanie mi życia – Trish uśmiechnęła się do młodszego z braci.

**

Zaciekawiony i z zabezpieczeniem zaczął przedzierać się przez gałęzie. Okazało się, że dziewczyna leżała na Alu
-Hahaha- zaczął śmiać się starszy Elric z dwuznacznej sytuacji swojego brata. Dwójka nastolatków obudziła się na te wrzaski i zaczerwieniła się uświadamiając sobie, z czego Ed się leje.
- Bardzo śmieszne!- Odkrzyknęli mu jednocześnie.
Alphonse w pewnym momencie spoważniał, gdy zauważył stalowe ostrze u brata. Ten zrozumiał, o co mu chodzi i zapadła cisza.
- Co się stało?- Zapytała dziewczyna nie rozumiejąc nic
- Tobie się udało – odparł Ed do swojego brata wskazując na jego ciało – Zachowałeś je
- Widzę – odparł mu patrzą na swoje ręce, choć niezbyt szczególnie zadowolony z faktu, że jemu się powiodło, a starszemu Elricowi nie
- No dobra, mówi się trudno. Ważne, że chociaż w połowie wywiązaliśmy się z naszej obietnicy. Najważniejsze jest to, że jesteśmy po drugiej stronie bramy! – Po tych słowach na twarzach całej trójki zawitał uśmiech.
- To, dokąd teraz? – Zapytała brunetka. W tym momencie wszyscy usłyszeli dziwne głosy dochodzące z ich brzuchów.
- No to postanowione! – Krzyknęli spójnie bracia i wyruszyli w wędrówkę przez las.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

Offline LunarBird

  • Świeżak
  • *
  • Wiadomości: 76
    • http://lunarbird.go.pl
(Bez tematu)
« Odpowiedź #7 dnia: 02 Cze 2008, 16:56:50 »

Cytat: "Julka"
(wyższa od niego ^^, no, ale on i tak troszkę urósł)
Po co ten nawias? XD Nie można było po ludzku tego w oosobnym zdaniu  napisać?
Cytat: "Julka"
Krąg transmutacji był już prawie ukończony wystarczyło tylko dodać po kropli krwi od każdego z „podróżnych” jako opłatę za przejście przez bramę.
Ja bym to rozdzielił na dwa zdania.
Cytat: "Julka"
Stróżka krwi poleciała jej po całej ręce,
Krew zwykle nie lata, tylko cieknie. ^^
Cytat: "Julka"
powiedział sam do siebie pod nosem z głosem, w którym można było wyczuć smutek, jaki go ogarnął.
Mówi się nie "z jakimś głosem" tylko raczej określonym tonem XD
Cytat: "Julka"
wyruszyli w wędrówkę

NA wędrówkę.

I jeszcze coś. Jeśli Al i Trisha spali, jakim cudem krzak się ruszał? Mieli koszmary? Osobiście wygląda mi to na nieco naciąganą sytuację (bez skojarzeń).


Jak dla mnie ogólnie fajnie. Czekam na dalsze części. ^^
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez LunarBird »
Meet me at AnimeCore Forum
BOW TO NO MAN, TRUST NO ONE

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #8 dnia: 14 Cze 2008, 14:58:17 »
Rozdział 3 Central City
[/b]

**

- Idziemy już z chyba godzinę i nic – zaczęła jęczeć Trisha. Żaden z Elriców nie zareagował na jej słowa. Szła za nimi, więc nie widziała ich twarzach. Zerkała a to na jednego, a to na drugiego. Z tyłu mogła zauważyć tylko jak ich związane włosy falują na wietrze, tak samo było z ich płaszczami: czerwonym Ala i chyba brązowym Eda, ten kolor trudno było jej określić jednoznacznie.
- Co jest z wami chłopaki?! – Krzyknęła po tym jak ich wyprzedziła. Podnieśli twarze, które przed chwilą były jeszcze wbite w ziemie i skierowali wzrok na nią – O co znowu wam chodzi?
Bracia wymienili się spojrzeniami a Ed kiwnął głową do Ala by  ten coś powiedział
- Chyba się zgubiliśmy.
- Że co!! – Wykrzyczała nastolatka – Jak to możliwe, przecież mówiliśc…- jej złość szybko przeszła, gdy spojrzała na starszego z braci, któremu na buzi pojawił się uśmiech
-Phi – nie mógł wytrzymać młodszy i zatkał sobie szybko usta rękami.
- Żartowaliśmy- parsknął Edward, który już z bratem dawno nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
Dziewczyna aż opadła z niedowierzania na ziemie gapiąc się złowrogo na Elriców, którzy już dawno się tarzali się ze śmiechu.
- Jak mogliście!? – Wykrzyczała im
- Dobra już, bo zaraz nie wytrzymam – powiedział jeszcze chichocząc się Al i spojrzał się na brata.
- Niech wam będzie. Trish, ja bardzo dobrze wiem gdzie my jesteśmy. To są lasy koło Central City, za jakąś godzinę powinniśmy dojść do centrali, gdzie na widok tego – pokazał jej srebrny zegarek z wygrawerowanym jego imieniem, będący dowodem na to, że jest on Państwowym Alchemikiem- powinni nas wpuścić i zapewnić dach nad głową.
Dziewczyna rozchmurzyła się na te słowa.
- Mamy przynajmniej taka nadzieje, w końcu nie było nas trochę na tym świecie.
- Fajnie, jeżeli was poznają.
- Znowu zobaczę Mustanga – Edowi zrzedła mina na tą myśl
- A kto to? – Zapytała zaciekawiona Trish
- Jego przełożony, lubią się nawzajem…phi...Denerwować i dokuczać – wytłumaczył jej Al z uśmiechem.
- Dobra koniec tego postoju. Musimy iść dalej – powiedział zirytowany Ed, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył dalej.

***

Mieszkańcy miasta uważnie obserwowali całą trójkę, która przechadzała się po ulicach stolicy.
-Co się tu dzieje? Dlaczego oni się tak dziwnie na nas patrzą?- Zapytała zdziwiona brunetka
-Spójrz jak ty wyglądasz! Trzeba było ubrać się normalnie! –Wskazał na ubrania dziewczyny, która założyła na siebie żaruwiastą bluzkę i spódniczkę.
-To mogliście mi o tym powiedzieć, a nie!
Po tych słowach chłopak posmutniał i zamilkł. Już nie raz je słyszał, choć nie z jej ust. Były charakterystyczne tak samo jak „Coś ty zrobił?! Znowu zepsułeś protezę!?!” Przypomniał sobie twarz osoby, której najbardziej mu brakowało. Dziewczyny, która była mu blisko, nawet nie potrafił powiedzieć jej nigdy jak bardzo. Wiedział, że nie raz przez niego płakała i nie raz ja okłamał. Mimo to ona ciągle mu wybaczała i się z nim godziła, czego nigdy nie mógł pojąć. Codziennie śniła mu się jej płacząca twarz i zawsze ten sam koszmar, że coś się stało, a jego nie było obok niej. Zdawał sobie sprawę, że tym razem nie będzie tak łatwo tego wszystkiego zapomnieć, nie. Zniknęli przecież na rok, bez dowidzenia czy żegnam, bez żadnego słowa. Tak, to według niego mogło boleć ją najbardziej, ale wtedy nie zdawał sobie sprawy, że nie tylko to spowodowało, że się zmieniła
Długowłosą blondynkę wspominał także jego brat, Al. Na myśl o niej zaczął zastanawiać się, co może teraz robić. Czy nadal jest obłąkaną protetyczno-maniaczką? A może tęskni za nimi? – To na pewno- pomyślał chłopak.
Szli w ciszy, aż z za zakrętu wyłonił się budynek centrali.
Ed westchnął głośno na widok ogromnego białego gmachu. Ten budynek źle mu się kojarzył. Wszystkie wspomnienia w jednej chwili z nim zawiązane przewinęły mu się przed oczami. Przypomniał sobie jak zdawał na licencje Państwowego Alchemika, podły uśmiech Roy`a, a także zabity King Bradley będący niegdyś Fuhrerem.
- To jest budynek centrali?! – Spojrzała na rozciągające się przed nią miejsce, które nie równało się wielkością z niczym, co w życiu widziała.
Nikt jej nie odpowiedział, bo chłopaki już dawno wchodzili po długich schodach rozciągających się przed wejściem. Dziewczyna nie miała nic innego, jak tylko podążyć za nimi.
Trójka nastolatków weszła do budynku i nie zdążyła nawet przejść jednego korytarza, bo …

Rozdział 4 Wyjaśnienie przed Royem
[/b]

**

Chłopcy patrzyli na tabliczki na każdych drzwiach, szukając kogoś. Starali nie zwracać na siebie uwagi innych pracowników, gdyż w gmachu mogli przebywać tylko wojskowi, a gdyby ich złapali, było by jeszcze więcej zamieszania. O dziwo znajome nazwisko widniało na pokoju należącym do Fuhrera. Obaj wymienili zdziwione spojrzenia.
- O co tu chodzi? – Al nic nie odpowiedział z powodu braku wiedzy na ten temat– no to wchodzimy, nie mamy nic do stracenia.
Poczekali aż dziewczyna ich dogoniła, troszkę się zmachała, bo pędzili jak nigdy dotąd.
Starszy z braci otworzył drzwi. W pierwszej chwili nic nie widzieli, bo pomieszczenie miało okna na zachód, a słońce właśnie było po tamtej stronie i oślepiło ich na krótką chwilę. Ku ich wielkiemu zdziwieniu kartka na drzwiach nie kłamała:
- Mówiłem przecież, że jestem zajęty i nikt ma mi nie przeszkadzać! – Krzyknął znajomy głos. Chłopaki byli w szoku, on niby miał być głową państwa? – Możesz w końcu wyjść? Przeprowadzam właśnie bardzo ważną rozmowę!
- Dobrze ogniku! – Wykrzyczał wkurzony już Edward wypychając przyjaciół za drzwi i przy okazji zatrzaskując je za nimi. Ruszył w stronę wyjścia nie zwracając już uwagi na nic. Nikt nie miał nic do powiedzenia odnośnie jego zachowania, oprócz:
- Ej! Zaczekaj! Wiesz, co mogę Ci zrobić za to, co powiedziałeś!?! – Krzyknął ten sam facet, który przed chwilą ich wygonił.
- Nie interesuje mnie to płomyczku- odrzekł mu starszy Elric, nawet nie odwróciwszy się do niego.
- Tylko jedna osoba mnie tak przezywała – myślał rozmówca Eda. Po krótkiej chwili krzyknął: – Stalowy stój, to rozkaz!!
Chłopak zatrzymał się, widać było, że się wahał w wykonaniu tego polecenia. - Nie jestem już twoim podnóżkiem!
-Mylisz się- odpowiedział mu, zbliżając się do niego powoli.
- Nie było mnie rok i nie dałem raportu dotyczących moich badań, więc automatycznie zostałem wyrzucony.
- Że co!? Nic o tym nie mówiłeś… – Al w tej chwili położył rękę na buzi koleżanki, aby nie mogła już nic powiedzieć.
- To ja tu decyduje, kto zostaje, a kto nie!
- No i, co z tego Mustang? W takim razie składam rezygnacje płomyczku
- Można było się spodziewać, że razem z kurczeniem się twojej postury, to samo stanie się z twoim mózgiem.
- Nie jestem mały!! – Krzyknął Edward z całych sił w twarz Roy`owi
- Ależ skąd karzełku. Chyba zapomniałeś o naszej umowie, że kiedy odejdziesz twój brat znajdzie się w laboratorium…- Nie mógł dokończyć, bo wtrącił się Alphonse
- Umówiłeś się z nim tak?! – Szturchając brata żądał odpowiedzi, Ed nie mógł spojrzeć mu w oczy tylko kiwnął głową – Jak mogłeś?!
- A co miałem zrobić, gdyby nie to znowu byłbyś duszą uwięzioną w zbroi! Wracając do naszej rozmowy – spojrzał na Płomiennego Alchemika- Jak widzisz mój brat odzyskał ciało – powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
- Właśnie widzę, a to, kto- jego wzrok przeniósł się na brunetkę.
- To jest Trisha Janga, pochodzi z za bramy.
- Rozumiem, ale jak udało wam się ja tu sprowadzić?
- To długa historia a zaczęła się, że …

*

- Rozgośćcie się – Powiedziała Trisha do chłopaków, którzy niedawno uratowali jej życie – zaraz przygotuje wam pokoje, w kuchni możecie się najeść, lodówka jest pełna – Na te słowa Edward rzucił się od razu w stronę jego ulubionego pomieszczenia. Al nie mógł pojąć, że on jest jego bratem. Przecież są tacy różni, przynajmniej z charakteru. Grzecznie wszedł do salonu, swoją uwagę skupił na zdjęciach, które stały na komodzie obok kanapy. Przejrzał wszystkie wraz z podpisami.
- To było zrobione dziesięć lat temu: Mala, Even, Trish i Viny… Bracie chodź tu szybko!!
Ed przybiegł jeszcze, z nieprzeżutym jedzeniem w ustach.
- Po jes? – Spytał prawie się krztusząc i plując resztkami pożywienia
- Zobacz – powiedział i dał mu zdjęcie do ręki – Przeczytaj podpis.
- To jest chyba odpowiednik naszej Winry tyle, że po tej stronie bramy, nawet podobna.
- Co tam robicie? – Spytała dziewczyna, która już zeszła z pierwszego piętra i podeszła do nich.
- Oglądamy zdjęcia, ładnie wyszłaś – odpowiedział zmieszany Al.
- Dzięki – uśmiechnęła się z lekkim rumieńcem
- Co Cię z nią łączy? – Zapytał się ni stad ni z owad Edo.
- To moja siostra, była ode mnie starsza, choć urodziłyśmy się w tym samym roku.
- Co się z nią stało? – Dziewczyna posmutniała a Al szturchnął brata, który już się domyślił.
- Zginęła razem z rodzicami, kiedy Niemcy przyjechali do naszego miasta przeszukiwali wszystkie domy – Nagle zaczęła płakać. Aru spojrzał na brata ze złością a potem podszedł do niej i przytulił.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

Offline LunarBird

  • Świeżak
  • *
  • Wiadomości: 76
    • http://lunarbird.go.pl
(Bez tematu)
« Odpowiedź #9 dnia: 27 Cze 2008, 22:48:06 »
Daruję sobie szukanie błędow, bo mi się nie chce ^^ Tekst jest fajny i robi się coraz fajniejszy :) Co by nie mowić, udało ci się zainteresować mnie FMA - wpisuję ten tytuł na listę animców do zdobycia. :)

I jeszcze jedno. Udaje ci się pisać o FMA tak, że ja - kompletny laik w temacie - nie mam problemów ze zrozumieniem, a to już sam w sobie spory plus.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez LunarBird »
Meet me at AnimeCore Forum
BOW TO NO MAN, TRUST NO ONE

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #10 dnia: 27 Cze 2008, 22:55:02 »
bo moim zamiarem właśnie było wciągnięcie w to osób, którzy totalnie nic nie wiedzą o tym świecie czyt. moich znajomych ^^. Wiem, że robię masę błędów, ale jak czytam te moje początki... to normalnie widzę tą przepaść z tym co jest teraz xD
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #11 dnia: 02 Lip 2008, 09:54:28 »
eee... tak wiem, że na 100% poprzecie moje zdanie, że to jest beznadziejne, ale no cóż... wstępy często bywają nudne xDD Jak dam następny rozdział to dorzucę opisy i zdjęcia - może będzie łatwiej ;]

Rozdział 5 I ciągłe tłumaczenia z pytaniami


*

- Co się stało? – Zapytała zdziwiona, gdy się ocknęła. Rozglądając się wokół zrozumiała, że znajduje się w swoim pokoju, ale jakim cudem? Spojrzała na zegarek, który stał na szafce nocnej obok łóżka, była 5,30 – No to pięknie wstałam, co ja teraz będę robić przez resztę dnia? – Zarzuciła na siebie błękitny szlafrok. Zeszła na dół i zobaczyła wiszące na hakach dwa obce płaszcze – No tak – pomyślała- przecież pozwoliłam im tu przenocować – poszła na górę sprawdzić czy jej goście śpią. Weszła do ich pokoju.
Starszy miał nogi oparte o ścianę a poduszkę położył sobie po drugiej stronie łóżka i ułożył na niej głowę. Wywołało to lekki uśmiech na jej twarzy. Przekierowała swój wzrok na młodszego z braci. Leżał spokojnie na boku z podkurczonymi nogami. Wyglądał tak słodko (xD). Chciałaby podejść, ale nie mogła. W końcu głupio by to wyglądało, gdyby siedziała przy nim, o on w tym czasie by się obudził.
Miała lepszy pomysł. Zeszła na dół usiadła na miękkim fotelu i położyła się przykrywając się oboma płaszczami. Jednak najbardziej tuliła się w czerwony. Dopiero wtedy poczuła jego przyjemny zapach i niewiadomo, kiedy zasnęła tuląc się cały czas do niego.

***

- Może ją obudzimy? – Zapytał Edward brata
- Dajmy jej spokój. Zobacz jak teraz ładnie wygląda – odparł mu Aru wpatrując się w dziewczynę jak w obrazek.
- Mi się wydaje, czy ty czasem nie…
- Nawet tak nie myśl! – Odkrzyknął oblewając się rumieńcem, po czym go przewrócił i zaczęli się obaj tarzać po podłodze.

**

- Chodźcie za mną – odpowiedział Fuhrer
Cała trójka podążyła za niedawno, co wybranym zwierzchnikiem armii kraju, który pełnił tym samym stanowisko głowy narodu. Przeszli korytarz i weszli do innego pomieszczenia, które i tak sąsiadowało z jego biurem. O dziwo cała kompania Mustanga znajdowała się właśnie w nim. Na każdym stoliku były tabliczki z nazwiskiem i stopniem właściciela, min.: podporucznik Falman, chorąży Fuery, major Breda, major Havoc, major Hawkeye, ale w pokoju byli wszyscy oprócz pani major
- A gdzie Pani Hawkeye? – Zapytał znacząco Ed swojego przełożonego
- Musiała zbadać pewną sprawę – odpowiedział podenerwowany na pytanie Elric
- Jasne – odparł mu starszy z braci – A teraz powiedz nam, po co tu nas przywlokłeś, bo coś mi się wierzyć nie chce, że niby po to, żebyśmy mogli się ze wszystkimi przywitać – co oczywiście już zrobili
- No właśnie chodziło mi o to – pokazał mu wolne biurko bez żadnej kartki
- Chyba se żartujesz, my zaraz wyjeżdżamy!?
- Dokąd niby? Resembool? – Po czym dodał na stronie, sam do siebie –No tak, przecież oni nic nie wiedzą, niech lepiej sami się przekonają, nie będę ich denerwował.
- Eee… mamy taki zamiar
- W takim razie dobrze, przy okazji Al, teraz możesz już przystąpić do praktycznego egzaminu, na Państwowego Alchemika, oczywiście, jeżeli nadal chcesz – zwrócił się do bruneta
-Yy.. No nie wiem, musze to przemyśleć – spojrzał na Trishe, która stała z tyłu i ze zdziwieniem przyglądała się całej sytuacji, a także wszystkim obecnym w pomieszczeniu.
- Mam jeszcze jedną sprawę do Ciebie płomyczku – powiedział Edward
- Tak maluszku? – Odparł zdziwiony Fuhrer
- Nie jestem Krasnalem!! – wydarł się - Mój dom stoi dalej w nienaruszonym stanie, prawda?
- To zależy czy przez ten kurz, który tam się zebrał już dawno nie spróchniał, spłonął, nie zdmuchało go i takie tam – odparł z uśmiechem
- Raczej chyba od tego, czy ktoś mi go nie podpalił!
- Coś sugerujesz? – Spojrzał na niego katem oka
- Ja? Nigdy w życiu – odpowiedział mu z nutką rozbawienia w głosie Stalowy, po czym opuścił jako pierwszy pokój.

Rozdział 6 Dom - Czy aby na pewno bezpieczny?


Edward prawidłowo zapamiętał drogę do recepcji, z której zabrał klucze do domu. Oczywiście po drodze nie obyło się bez napotkania znajomego: Armstronga, który wyściskał braci jak gdyby nigdy w życiu ich nie widział, obaj zastanawiali się, czy nie powinni pójść zrobić prześwietlenia, bo sprawdzić, czy po doświadczeniu nadmiernej miłości od niego, nie pękły im żadne kości. Całą drogę szli w ciszy, która zaczynała irytować Eda. W końcu Stalowy zatrzymał się przed wielkim piętrowym domem, o dziwo stojącym jeszcze całp. Otworzył kluczami drzwi i wszedł do środka. W wazonie na stoliku w przedpokoju stały cały czas kwiaty sprzed roku, które umieścił tam Al. Tzn. one już nawet nie stały, bo złamały się w połowie i leżały na stole całe pokryte cieniutkimi ledwo przeźroczystymi niteczkami pajęczyny.
- Witam w Twoim nowym domu – odezwał się Al z uśmiechem do dziewczyny, która była pod wrażeniem ich mieszkania.
- To jest  W...Wasze? – Wykrztusiła z siebie nie zamykając ust
- No tak, odkupiliśmy je od naszego byłego znajomego, niedługo przed moim zniknięciem, wiec gdzie niegdzie mogą być jeszcze jego rzeczy- odpowiedział znudzony Ed, po czym otworzył drzwi do salonu. Był cały zakurzony. Nawet, gdy podszedł bliżej półki, nie było widać tytułów książek, które zajmowały całą ścianę i oczywiście jak to przystało na chłopaków wszystkie były o alchemii. Rzucił torbę, którą dostał od Roy`a na kanapę i po chwili w pokoju zrobiło się szaro od kurzu, który znalazł się w powietrzu – Dobra kech..kech.. Tego nie przewidziałem –dodał krztusząc się – Aru gdzie jesteś?
- W kuchni braciszku. Zaraz idziemy do sklepu z Trish, chyba, że chcesz umrzeć z głodu?!
- Dobra idźcie, ja tu mam cos do zrobienia – odkrzyknął mu.

***

-To może zacznę od sypialni, a potem biorę się za kuchnie- pomyślał Ed
Przygotował pokoje: jedna dla siebie i swojego brata, a drugi dla dziewczyny. Trzecią sypialnię zostawił w takim samym stanie, w jakim ją zastał.
Zszedł na dół do kuchni i nakrył do stołu, po czym poszedł do salonu i zaczął szukać jakiejś książki.
- Gdzie ja ją posiałem? – Zapytał sam siebie.
Po pół godzinie:
–Nie no, dopiero przeszukałem jedną trzecią tego wszystkiego a oni zaraz wrócą. Poza tym przecież Alphonse nie może tego zobaczyć-zabiłby mnie chyba

**
- Dokąd idziemy dokładnie? – Zapytała dziewczyna rozglądając się na cztery strony świata
- Na rynek, mam nadzieję, że jest jeszcze tam gdzie rok temu – odpowiedział jej młodszy Elric z uśmiechem na twarzy
- Aha.. Ale skąd masz pieniądze?
- Myślisz, że co? Miałem zapas ukryty w domu na wszelki wypadek.
- Ed wie o tym?
- Eee.. Wie, że mam skrytkę, ale nie powiedziałem mu gdzie
- Nie ufasz mu?
- Nie, to nie to..- Odpowiedział zakłopotany – To są moje własne zarobione oszczędności, no i jeszcze trochę od mamy
- Jakoś nigdy nie powiedzieliście mi jak się nazywała, ani nie opowiedzieliście mi swojej historii – Aru zamilkł. Ten temat zawsze go bolał. Odkąd odzyskał ciało chciał zapomnieć o tym wszystkim: strata matki, cztery lata w zbroi, te wszystkie cierpienia, choć wiedział dobrze, że nigdy to mu się nie uda.
- Kiedyś Ci powiemy, obiecuje- odezwał się nie odrywając nosa od ziemi
- No dobra…jak chcesz
- Już jesteśmy na miejscu- wskazał na kilka budek z jedzeniem- wybieraj, co chcesz

***

- Ed, wróciliśmy!- Odpowiedziała mu cisza, zaczęli rozglądać się po domu – Bracie! Gdzie jeste… Ed? – Otworzył drzwi do salonu i zobaczył wielką metrową stertę książek leżących w nieładzie na podłodze i polowe pustych półek obok – ED! – Wykrzyczał, kiedy zauważył stalową rękę pomiędzy książkami. Położył szybko zakupy obok i zaczął odkopywać brata
- Uff.. Dzięki Al., jeszcze trochę a bym tam chyba umarł
- Coś ty robił? – Zapytała zaciekawiona nastolatka rozglądając się po pokoju
- Szukałem pewnej ksiązki, a gdy wszedłem na regał przez przypadek zrzuciłem jedną a reszta poleciała za nią na mnie
- Hahaha Ty to zawsze się w coś wpakujesz – powiedział rozbawiony Aru, po czym pomógł mu wstać
Koło nich już nie było dziewczyny. W tym samym czasie stała ona z niedowierzaniem patrząc na zdjęcia powieszona na równoległej ścianie, co do książek.
- Nie – pokiwała przecząco głową- przecież to nie może b…- urwała w połowie i upadła

Rozdział 7 Pamięć - łatwo stracić, trudniej przywrócić


**

- Al leć po doktora, krew jej leci z głowy! Szybko! – Wydarł się do brata, bo jako pierwszy zjawił się przy niej – Trisha, proszę nie opuszczaj nas! Nie po to Cię tu sprowadziliśmy, żebyś teraz tak skończyła. Jeszcze tyle przed tobą - pognał do łazienki po apteczkę by zatamować, choć trochę krwotok. Nie czekał długo, aż Aru przybiegnie z powrotem z lekarzem, tylko jakieś pięć minut.
- Co jej się stało? – Zapytał doktor osłuchując dziewczynę
- Upadła i uderzyła się w głowę – odpowiedziała szybko zestresowany Edward
- Możecie mnie tu z nią zostawić? Byłbym wdzięczny
Chłopcy wyszli z salonu i usiedli w kuchni. Nie mogli nic zrobić tak ta cała sytuacja ich stresowała. Po pół godzinie od wyjścia drzwi do salonu otworzyły się.
- Muszę z wami pogadać – powiedział lekarz – Jej stan, nie jest za dobry, najprawdopodobniej na skutek szoku i wstrząsu mózgu straciła pamięć. Nie mam zielonego pojęcia, czy ona sama wróci, czy w ogóle, może też odzyskiwać ją stopniowo poprzez zobaczenie miejsc, które były jej bliskie. Jak na razie proszę abyście chronili ją przed szokami czy podskokami ciśnienia, dla jej dobra.
- Kiedy odzyska przytomność? – Zapytał zmartwiony młodszy Elric
- A no właśnie, powinniście, przynajmniej jeden z was, czuwać przy niej całą noc, bo powinna się obudzić w ciągu najbliższej doby. Uważajcie na nią – wziął swoje rzeczy i wyszedł zostawiając braci samych.
- To co robimy ni-san?
- To co lekarz zalecił, radze Ci się szykować do zarwania nocy, bo ja nawet godziny nie wyrobiłbym.
- Jak zawsze wszystko na mojej głowie
- Nie marudź, tylko już szykuj se obok niej wygodne miejsce
-A co ty będziesz w takim razie robił braciszku?
- Po pierwsze musze pousuwać te zdjęcia – wskazał na te, które wywołały całe to zamieszanie, potem się zobaczy – odparł mu Ed
- Jasne
- Nie wierzysz mi?
- Nie no bez przesady, ale mógłbyś mnie zmienić, chociaż teraz a ja się przyszykuje
- Niech ci będzie- wziął krzesło i usiadł na nim obok łóżka dziewczyny, która leżała w salonie.

***

- Al, co ty tam tak długo robisz?
- Widziałeś to kiedyś ni-san? – Pokazał mu zminiaturyzowaną buteleczkę z łancuszkiem, którą można było nosić na szyi a w niej drobne kamyki
- Nie, nie wiem, co to, ale jeżeli należało to do niej, to wątpię, żebyśmy szybko się dowiedzieli, o co z tym chodzi. Na wszelki wypadek schowaj to gdzieś i miej przy sobie. A teraz siadaj tu a ja się zajmę tymi fotkami.

***

Było już dobrze po północy, Al siedział cały czas przy nastolatce trzymając pusty kubek po kawie w ręce. Oczy już mu się zamykały. Przez okno do pokoju wpadał blask księżyca, który go oświetlał, nie była potrzebna żadna świeczka, było tak jasno. Kiedy obie powieki dopiero, co zdążyły mu opaść, ktoś zaczął się wybudzać
- Gdzie ja jestem? – zapytała cicho jeszcze nie zbyt przytomna dziewczyna. Te słowa, choć mówione szeptem obudziły Ala z delikatnego snu.
- Spokojnie, jesteś wśród przyjaciół a to jest dom mój i mojego brata.
- A ty, kim jesteś? – Zapytała z lekkim niedowierzaniem dziewczyna
- Nazywam się Alphonse Elric i mam piętnaście lat
- Jakoś nie pamiętam sobie, żebym cię kiedykolwiek poznała
- Eee.. No właśnie. Parę godzin temu straciłaś przytomność i uderzyłaś się w głowę tracąc całą pamięć.
Dziewczyna na chwile zaniemówiła, bo przed jej oczami pojawiło się zamazane zdjęcie, niestety nie była w stanie powiedzieć, co jest na nim.
- Naprawdę? Ale to mi się nigdy w życiu nie zdarzyło, tzn. chyba nigdy jeszcze nie zemdlałam
- Nie jestem w stanie ci na to odpowiedzieć, bo znamy się dopiero od niecałego roku.
- Coś w nim musi być, że mu ufałam w takim razie i poszłam z nim do jego domu. Na pewno mu ufałam, ale dlaczego jak na niego patrzeć czuję się dziwnie? – Zapytała samą siebie
- A teraz się połóż, powinnaś dużo odpoczywać.
Nastolatka ułożyła się wygodnie Ne pościelonym łóżku twarzą zwróconą do chłopaka i ostatnim widokiem, jaki zobaczyła przed zaśnięciem była uśmiechnięta twarz chłopca.
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #12 dnia: 03 Sie 2008, 23:06:10 »
Rozdział 8 Rozkaz


**

Nastał nowy dzień. Ptaki już dawno zaczęły grać swoją melodie, siedząc na pobliskich gałęziach drzew, wszystko budziło się do życia. Dzięki promieniom słonecznym, które wpadały do sypialni prosto na twarz złotookiego blondyna i on zaczął się wybudzać ze snu. Niechętnym, trochę ślamazarnym ruchem poszedł do łazienki. Mimo iż wsadził głowę pod prysznic to i tak nie pomogło mu to dojść do pełnego stanu świadomości. Chłopak był już przebrany i schodził na dół, do kuchni, w której zapewne czkało na niego śniadanie przygotowane przez brata. O dziwo, kiedy tam wszedł na stole było pusto. Już miał iść i go obudzić, kiedy spojrzał na zegarek:
- CO!? Dopiero 6,23!? – Wydarł się w myślach i spojrzał na ręce – zapowiada się dłuuugi dzień – pomyślał zmarnowany, uświadamiając sobie, że mógłby spać o wiele dłużej
Nie był zbyt dobrym kucharzem i nie lubił gotować, ale kiszki grały mu marsza, więc wyciągnął z lodówki pierwszą lepszą wędlinę i położył na posmarowanej masłem kromce chleba. Wszedł do salonu po jakąś alchemiczną książkę do poczytania i na środku pomieszczenia zamarł.
- Co jeśt? – Zapytał się, kiedy zobaczył dziewczynę na sofie. No dobra, nie to, żeby totalnie zapomniał o tym, co się działo poprzedniego dnia, ale zdziwił go widok jego brata.
Aru zamiast spać sobie na fotelu obok, albo pójść na górę do sypialni, leżał koło dziewczyny.
Taki obrazek to by przeżył, ale… Ona go obejmowała i była całkiem z tego zadowolona. Nie można też zaprzeczy, że na twarzy bruneta nie było delikatnego uśmiechu.
Edward uśmiechnął się tylko cicho, bo nie chciał ich budzić (o dziwo), wziął sobie jakąś interesującą książkę i zaczytał się w niej w kuchni, nawet nie zauważył, kiedy minęły dwie godziny, a sterta przeczytanych książek, które leżały na stole się powiększyła.

**

- Hmmm… Ale się wyspałem – powiedział ziewając jeszcze Al – Ale co ja tu robie? – Obejrzał się za siebie i zobaczył śpiącą dziewczynę, która go obejmowała, jednocześnie paląc buraka – Aaa..- Wydarł się, choć cicho to i tak ją obudził. Kiedy tylko otworzyła oczy i go ujrzała zaczerwieniła się i niechcący zepchnęła go na podłogę
- Widzę, że już wstaliście – powiedział Ed opierając się o futrynę otworzonych na roścież drzwi z ciepłą herbatą w ręce – Jak wam noc minęła? – Zapytał z szyderczym uśmiechem, te słowa kierował przede wszystkim do brata, aby mu dopiec i odwdzięczyć się za lata nabijania się z niego
- Wyobraź sobie, że całkiem dobrze – odpowiedział mu wiedząc, że to go zezłości
- Eee… rozumiem, że nazywasz się Edward, co nie?
- Tak, dobrze rozumiesz- odpowiedział zbliżając się do niej – Pamiętasz coś w ogóle? -Dziewczyna zaprzeczyła i wyszła do łazienki – Dziwne – tymi słowami zwrócił się do brata
- Ale, co? – Zapytał zdziwiony Aru
- Powiedział, że nic nie pamięta, to skąd wiedziała, gdzie jest łazienka?
- Nie mam zielonego pojęcia- wstał z podłogi, otrzepał się i poszedł się przebrać
Ed został sam w salonie
- Aru!- Zawołał – Wychodzę, wrócę późno, więc nie czekajcie na mnie
- Ok. – odpowiedział głos dochodzący z górnej części domu

***

Chłopak szedł wzdłuż głównych ulic Central City. Nie wiedział zbytnio, po co wyszedł, ani dokąd zmierzał. Po prostu kierował się tam gdzie go nogi niosły, a doniosły go do gmachu Centrali.
Następnego dnia było święto narodowe. Oczywiście blondyn nic o tym nie wiedział, bo niby, kiedy mieli mu o tym powiedzieć. Wszedł normalnie po schodach do budynku, mijając wszystkich znajomych tylko z przelotnym ”cześć”. Przeszedł koło ochrony, która tez była zajęta swoimi sprawami i go nie zauważyła, bez pukania wszedł do gabinetu Roy`a, jednak ten nie był sam jak oczekiwał.
- Już miałem po Ciebie wołać maluszku. Właśnie o tobie rozmawialiśmy
- O mnie płomyczku? – Zapytał zdziwiony
- Tak, mamy do Ciebie pewną sprawę
- Można wiedzieć, jaką?
- Chodzi o to, że jutro jest dzień Alchemika, a ty nam spadłeś, prawie w dosłownym znaczeniu z nieba – powiedziała Hawkeye
- Co to ma do rzeczy?
- Jednym słowem mówiąc mój krasnoludku, jutro o godzinie dziewiętnastej odbędzie się wielka uroczystość, który ja otworze, a po moim wystąpieniu ty wygłosisz przemówienie, oczywiście stroje wieczorowe są obowiązkowe, ponieważ potem odbędą się tańce.
- Zaraz, zaraz…, ŻE NIBY, CO?!
- Wiedziałem, że się zgodzisz malutki, jesteś taki pobłażliwy
- Zaraz Ci pokarze jak ta fasolka bije z prawego prostego- po chwili ochłonięcia dodał – bardzo śmieszne – zaczął się śmiać jak zobaczył miny obojga – To jest jakiś żart, co nie?
- Nie, nasz mówca, który miał przemawiać złapał zapalenie strun głosowych, a ty się akurat napatoczyłeś. Tak przy okazji, Stalowy, to jest rozkaz!
- Ale ja nawet tego nie zdążę napisać!
- Spokojnie, nie musisz tego pisać, zgłoś się za jakieś dwie godziny do Rizy a ona da Ci gotowe przemówienie
- Nie no to chyba jakaś paranoja! Nie wykonam tego rozkazu!
- Bez, żadnych zbędnych ceregieli proszę
Ed już wkurzony, bo jego stanu nie dało się określić inaczej, wybiegł z budynku.
- Mam mówić przed wszystkimi alchemikami, a potem tańczyć z jakąś durną dziewczyną! On chyba śni! – Krzyczał zezłoszczony w myślach – Muszę się gdzieś ulotnić chyba na jakiś czas, tylko dokąd…

Rozdział 9 Sąsiadeczka


**

- Może być jajecznica? – Zapytał Al nastolatkę, która już siedziała przy stole w kuchni i patrzyła na chłopaka, który czół jej wzrok na sobie
- Wygląda przezabawnie w tym fartuszku – pomyślała – Tak, może być wszystko byle by smaczne i zjadliwe – powiedziała z uśmiechem na ustach
Po siedmiu minutach
- Ale to pyszne, niebo w gębie, masz do tego smykałkę – powiedziała, jak tylko połknęła
- Dzięki
Alphonse jadł spokojnie, w końcu nigdzie się nie śpieszył, ale brunetka nie. Zajadała się jakby nigdy w swoim dotychczasowym życiu nie próbowała równie smacznego jedzenia. Kiedy chłopak był dopiero, co w połowie, ona już brała dokładkę, a nałożył im po tyle samo na talerz.
- Twój brat, też tak świetnie gotuje?
- Ed? Hehe… On nawet się nie tyka patelni
- Czemu?
- Kiedyś jak gotował to prawie spalił całą kuchnie – powiedział z uśmiechem na to wspomnienie
- Rozumiem, mam pytanko
- Tak?
- Jak ja się tu w ogóle znalazłam? Co mnie z wami łączy? A najważniejsze, kim jestem?
Ostatnie słowa dobiły całkowicie chłopaka
- Nie myślałem, że jest aż tak źle, no, ale dobra… - Opowiadał jej tylko fragmenty ich przygód, czyli, jak ja poznali, jak się przenieśli na ten świat i to wszystko, co się wydarzyło od tamtego momentu
W pierwszych chwilach, gdy młodszy Elric skończył dziewczyna nie kontaktowała ze światem. Przed jej oczyma pojawiały się te sytuacje, które właśnie słyszała. Z tego stanu wybrudziło ją lekkie szturchnięcie i słowa „nic ci nie jest?” Wypowiedziane ze strony chłopaka
- Przepraszam, ale … pamiętam te sceny, tak samo jak to, że jestem Trisha
- Naprawdę, no to super – chłopak podszedł i uściskał dziewczynę
- Znowu to głupie uczucie… O co z tym chodzi? Przecież to nie możliwe żebym – spojrzała na niego, cały czas się cieszył i coś mówił, ale ona dalej w myślach- Wykluczone, on jest dla mnie taki miły, ale to nie możliwe, żeby on też

**

- No to mnie udupili. Ech… - powiedział do siebie rzucając plik kilku kartek na ławkę, na której siedział – Będę musiał mu się jakoś odwdzięczyć za taką robotę
Wziął swoje pięciostronicowe przemówienie, które na sam widok go odrzucało, ale zaczął je czytać kierując się w stronę domu. Nigdy nie wybaczy Fuhrerowi takiego wrobienia. Jeszcze chodziły mu po głowie słowa:
„- A więc proszę- podał mu kartki- to jest twoja mowa, Riza zaznaczyła w razie, co najważniejsze fragmenty, powodzenia
- Ty chyba sobie kpisz, ja to będę mówić chyba z pół godziny!
- Nie przesadzaj Stalowy! Dziesięć ci wystarczy- powiedział z ironicznym uśmiechem Roy wiedząc, że trafił w słaby punkt”
Pogoda nie była już taka przyjazna jak rano. Zaczął wiać wiatr, a w czasie, gdy był w budynku padał deszcz, więc gdzie niegdzie widać było tego skutki – kałuże.
Właśnie mijał sklep, kiedy niespodziewanie upadł do tyłu na ziemie, ponieważ wpadł na kogoś.
- Sory – Wykrztusił, po czym spojrzał na osobę, na którą wpadł niechcąco
Była to ładna, średniego wzrostu dziewczyna, blondynka o jasnych jak zboże włosach i błękitnych jak ocean oczach
- Nie, to ja powinnam przeprosić! Nie zauważyłam cię przez te torby – zaczęła zbierać rozsypane produkty spożywcze z ziemi
- Przecież nie jestem karłem, żeby mnie nie zauważano – pomyślał z irytacją Edward, po chwili zaczął pomagać w zbieraniu dziewczynie
- Jak się nazywasz?- Zapytał po chwili
- Jestem Miz, a ty?
- Jestem Ed
W tym momencie niechcący położył swoją rękę na jej. Trwali tak przez chwile, aż w końcu chłopak się opamiętał, zabrał ją i zaczerwienił. Dziewczyna zrobiła to samo. Oboje patrzyli na siebie i każde prawdopodobnie czekało, aż drugie coś powie, zmieniając kolory na twarzy na coraz to mocniejsze. Blondynka w końcu nie wytrzymała wzięła zakupy, jeszcze raz go przeprosiła i poszła przed siebie, zostawiając Eda siedzącego dalej na ziemi.
- Ej, zaczekaj! – Krzyknął, kiedy się podnosił. Automatycznie się odwróciła – Może ci pomóc z tymi zakupami, zanim wpadniesz na kogoś jeszcze?
- Ale…-zaczęła się wymigiwać – Nie trzeba, poradzę sobie
- Jakoś ci nie wierze – poszedł do niej i mimo jej sprzeciwu zabrał cięższą torbę
Szli dobre dziesięć minut, aż zatrzymali się przed jednorodzinnym piętrowym domkiem. Chłopak z niedowierzaniem patrzył na dziewczynę
- Tutaj mieszkasz?
- Tak, a co?
- Nie no nic, tyle, że… Je mieszkam tam – wskazał na budynek stojący naprzeciwko – Od dawna tu mieszkacie?
- Eee… od prawie roku. Przeprowadziliśmy się tu po tych dziwnych trzęsieniach ziemi, dostaliśmy to mieszkanie, bo nasze poprzednie się zawaliło.
- Aha, to nic dziwnego, że cię wcześniej tutaj nie widziałem
Dziewczyna otworzyła drzwi do domu i weszła do kuchni a za nią Edo. Wystrój może nie był zbyt bogaty. Chłopaka przyciągnęły tylko zdjęcia wiszące na ścianie. Przedstawiały dwóch mundurowych.
- Kto jest na nich?
- To moi rodzice w pracy
- Są w armii?
- Tak, w dziale dochodzeniowym, tata parę lat temu dostał awans, bo zwolniło się tam jedno miejsce. Jak mnie pamięć nie myli, bodajże kogoś stamtąd zastrzelili a sprawę umorzono. Czekaj, jak on miał Ha… Hu…
- Hughes – powiedział, wyraźnie smutniejąc
- Tak, dokładnie – spojrzała na niego – Co jest, powiedziałam coś nie tak?
- Nie, ty nic nie zrobiłaś złego, po prostu był moim znajomym i myśl o nim.. A z resztą nie ważne
- Znasz wojskowych?
- Tak no jasne- powiedział z wymuszonym entuzjazmem
- A skąd?
- Eee.. Pomińmy ten temat dobra?
- Jak chcesz
« Ostatnia zmiana: 13 Wrz 2008, 11:42:47 wysłana przez Julka »

Offline werterv

  • Świeżak
  • *
  • Wiadomości: 54
    • http://www.anime-planet.com/users/SsbS
(Bez tematu)
« Odpowiedź #13 dnia: 14 Sie 2008, 03:49:22 »
szkoda, że dopiero na to wpadłem ; P ogólnie jest mega prze... (wstawić wg. upodobań) ... czytam na blogu resztę, może skończę do rana pierwszą serie : ) jestem na 18 rozdziale :] pozdr

@Edit
przeliczyłem się xD, 27 do końca i mi się zasnęło : P
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez werterv »

Offline Julka

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 2197
    • alchemist
(Bez tematu)
« Odpowiedź #14 dnia: 13 Wrz 2008, 11:45:45 »
Przepraszam, że taki długi odstęp, ale jak zauważyłam ponad 500 wejśc, to mi zaświtało, że może to cos oznaczać ^^"

Rozdział 10 Sen czy jawa?


*

- No nie możesz siedzieć tak i czekać, aż śmierć sama po ciebie przyjdzie! – Wykrzyczała drobna okularnica do swojej przyjaciółki
- A niby, dlaczego?! Wszyscy bliscy i tak mnie opuścili, włącznie z psem, więc nikt nawet by nie odczuł mojej straty! – Odwetem jej odpowiedziała
- I tu się mylisz! A ja to, co powietrze niby?! – Zapytała już prawie ze łzami w oczach. Te słowa ją zabolały, ale dobrze wiedziała, że nie będzie łatwo przekonać znajomej do wyjazdu
- Przepraszam – wypowiedziała skruszona.
Łzy znowu zaczęły płynąć po policzku. Wylała ich już całe morze w ciągu ostatniego roku. Wszyscy w miasteczku widzieli, bo na ich oczach powoli spadała w przepaść samotności i skrycia, ale nikt nigdy nie był tak blisko niej, aby móc ją wspomóc. Nikt oprócz jej dawnej przyjaciółki z Centrali, która była w dosłownym znaczeniu molem książkowym. Nawet jej hobby, na którym miała świra już jej nie pocieszało.
Nigdzie nie było widać tej samej nastolatki, co kiedyś, ani w jej zachowaniu, ani z wyglądu: lekko zwariowanej, łatwo wnerwiającej się, oddanej całym sercem swoim zamiłowaniom. Teraz przypominała tylko cień człowieka, podkrążone oczy, bez tej iskierki w środku, co kiedyś. Włosy niedbale związane z tyłu głowy jakąś starą frotką. Ciało wychudzone, a policzki mało, co niezapadnięte.
Gdyby ktoś obcy ją teraz zobaczył zapewne pomyślałby: ”To chyba jakaś bezdomna młoda dziewczyna bez grosza przy duszy”
- Nie chciałam cię urazić.. Ja tylko…wiem, że ty nigdy mnie nie opuścisz, ale i tak… – dodała po chwili ze spuszczoną głową
- Zdaje sobie z tego sprawę – powiedziała jej przyjaciółka siadając obok i obejmując ją – Tego, co się stało już nie odwrócimy, wiesz o tym dobrze, tak samo jak i ja.
Trwały tak kilka sekund, aż wreszcie brunetka prawie wykrzyczała entuzjastycznie:
- A więc postanowione! Bierz swoją najpotrzebniejsze rzeczy i jedziemy razem na te obowiązkowe tańce w przyszłym tygodniu z okazji tego całego Dnia Alchemika, w końcu to i twoje święto, jako że służysz w armii – zaśmiała się po tych słowach
- Wiesz dobrze, że sama mnie tam zaciągnęłaś!
- No ba… Jasne, że pamiętam. Jesteś pierwszym mechanikiem w rankingach w Centrum, przynajmniej byłaś pół roku temu, odkąd znowu nie dopadła Cię chandra
- No widzisz, byłam a teraz już nie jestem
- Ale i tak przysłali Ci to zaproszenie! Zrób to dla mnie, sama przecież nie pójdę
- Ech.. No dobra
- Dzięki! Pociąg jest jutro o 11 więc masz jeszcze czas.

**

Złotooki wszedł do domu ze szczerym uśmiechem na twarzy, który gościł u niego od dawna bardzo rzadko. Cały czas przed oczami miał widok sąsiadki, który śmieszył go jeszcze bardziej. Zdjął płaszcz wieszając go w przedpokoju i wszedł na pierwsze piętro z zamiarem zrelaksowania się na własnym łóżku. Otworzył drzwi do sypialni i nie zwracając na nic uwagi, zrobił to, co chciał, a po chwili obie powieki mu opadły.

***

- Siemka Ed – powiedział znajomy głos. Chłopak poderwał się i zwrócił wzrok na drugie łóżko. Siedziała na nim Trisha
- Przez chwile brzmiałaś jak mój znajomy – powiedział z lekkim przerażeniem
- Taak. A jaki znajomy? – pytała dociekliwie
- Niezbyt dobry – powiedział z wykrzywioną miną na myśl o Envy`m. Był on jednym z homunkulusów, którego nienawidził najbardziej. Uwielbiał go wnerwiać i się z niego nabijać. Ostatnim razem widział go w Monachium, kiedy otworzyła się brama. Miał nadzieje, że już nigdy nie będzie musiał go oglądać.
- Naprawdę – w tym czasie postać zamieniła się w homunkulusa – Ale masz o mnie wspomnienia – powiedział z uśmieszkiem Envy
- Gdzie jest Trish!! – Wydarł stając z nim twarzą w twarz
- Hahaha, a jak myślisz? W grobie – odpowiedział rozśmieszony
- Ty – przywarł go do ściany i uderzył z prawego sierpowego. O dziwo ten nawet nie drgnął, tylko w odwet kopnął Eda z kolana w brzuch.
- Widzisz, nie dobrze jest ze mną zaczynać – powiedział stojąc nad Edem, który starał się złapać oddech, po czym kopnął go tak, że ten poleciał na drzwi do szafy, z których wyleciało zakrwawione ciało Trishy i Ala
- To nie możliwe – krzyknął przez łzy – NIE!!

***

- NIE!!- Moment ciszy - Co jest? – Cały spocony i przerażony rozejrzał się po pokoju. Na łóżku obok leżała Trish, smacznie sobie śpiąc – To był tylko sen – powiedział opadając na lóżko – Tylko sen – dodał uspokajając samego siebie
- Co się stało!?! – Do pokoju wpadł przerażony Al. z krzykiem. Jego brat aż podskoczył, gdyż adrenalina znowu dała mu kopniaka
- Chcesz mnie zabić?! – Nawrzeszczał na niego zdyszany
- Nie, no co ty. Usłyszałem tylko krzyki i myślałem, że coś się złego stało.
- Spokojnie, to ja krzyczałem… chyba
- Ty? Ale dlaczego
- To był tylko zły sen. Tylko sen
- Aha, spoko. Dobrze, że jej nie obudziłeś – wskazał na dziewczynę, a potem spojrzał na brata, który na twarzy miał wymalowany znak zapytania – Miała ciężki dzień – dodał po chwili rumieniąc się
- Rozumiem
- A ciebie gdzie posiało cały dzień?
- A byłem u Mustanga i dowiedziałem się, że jutro jest Dzień Alchemika i odbędą się przymusowe tańce, na których mam się pojawić i ja wygłosić … - urwał w tym momencie i zaczął szybko czegoś szukać. Wyglądało to śmiesznie, bo latał po całym mieszkaniu przeżuwając wszystkie rzeczy z miejsca na miejsce
- Braciszku, co się stało?
- Nie ma - załamał się. Za oknem właśnie spadła struga deszczu a niebo przeszyła błyskawica – Zgubiłem przemówienie – wydusił z siebie w trakcie, gdy upadał na kanapę w salonie.
Słychać było stłumione słowa spod poduszki, którą przykrył twarz – Już po mnie

Rozdział 11 Wykręt



**

- Nie no, ja tego nie napisze – powiedział Edward siedząc już drugą godzinę przy biurku z zabazgraną kartką i długopisem w ręce starając się wymyślić przemówienie na jutro, było już parę minut po północy. Jednak nie mógł zbytnio skoncentrować swoich myśli w tym temacie, bo po głowie ciągle się kołatały inne rzeczy, mianowicie: - A gdyby to nie był sen? Gdyby on dalej żył? A gdyby to była prawda, a zamiast Trish i Aru to była… nie nawet tak nie myśl! A jednak – posmutniał - Przecież… nie ma ważniejszej osoby na świecie, od … Dlaczego tu jest tyle pytań? Dlaczego to wszystko się tak komplikuje? Nie dosyć, że Trish straciła pamięć, to jeszcze Al pewnie będzie chciał zdawać na licencje, co jest totalną głupotą, bo wystarczy, że tylko ja narażam siebie! Ale jak ja mu to wybije z głowy?! – Już nie siedział przy kartce tylko leżał przy zgaszonym świetle w sypialni Trishy, gdyż jego łóżko właśnie ona zajęła, co wydawało mu się podejrzane – Ciekaw jestem, kogo spotkam na tych tańcach.. Eh… – Przypomniał sobie, że będzie musiał to robić z jakąś dziewczyną (wiem jak to brzmi xD) – Ciekawe, kto to będzie? – Taka była jego ostatnia myśl, bo zasnął

***

- Idź go obudź, bo sam chyba nigdy nie wstanie
- Ej, od kiedy to ty mi rozkazujesz?
- Aru, teraz ja jestem zajęta robieniem śniadania, więc bądź łaskaw się ruszyć
- Niech ci będzie – powędrował na górę do brata – Edo – otworzył drzwi – śpisz jeszcze?
- Dziwne – powiedział, kiedy zszedł na dół
- Ale co? – Zapytała Trisha kładąc stos kanapek na stole
- Nie ma go w pokoju, a łóżko jest pościelone
- Może wyszedł?
- O tak wczesnej godzinie? – Skrzywił się – To trochę podejrzane, nie sądzisz?
- No tak troszeczkę. Co dzisiaj będziemy robili, bo mi się spodobało wczoraj?
- Hmm… dzisiaj. Wiem pójdziemy do Roya, bo przemyślałem jego ofertę.
- Chcesz pracować w Armii?
- Czemu nie? Skoro, Ed może to i ja też – powiedział z uśmiechem – Zakładaj kurtkę i chodź
- A śniadanie?
- Weźmiemy kanapki w ręke
Wyszli z domu i skierowali się w stronę centrum. Pogoda była wietrzna, a niebo zachmurzone. Nic, więc dziwnego, ze po ulicach nie chodziło zbyt wiele osób tego dnia.
W gmachu głównym Armii ludzie wręcz biegali od drzwi do drzwi, ustalając jeszcze szczegóły dzisiejszego wieczoru. Oboje skierowali się do pokoju Fuhrera. Weszli do pomieszczenia i zastali śpiącego na krześle Mustanga. Wyglądało to zabawnie, bo nogi miał oparte o swoje biurko, ręce założone na klatce piersiowej, a czapkę zasuniętą na oczy. Wystarczyło tylko lekko odsunąć krzesełko, aby mężczyzna upadł na ziemie.
- Myślisz to samo, co ja?
- Jeżeli myślisz to, co ja myślę, to możliwe, że myślimy o tej samej myśli – odpowiedziała mu
- W takim razie pomyślmy jak można zrealizować tą myśl – powiedział do dziewczyny z chytrym uśmieszkiem na ustach, który po chwili zawitał także na jej twarzy. Już byli po obu stronach krzesełka, gdy nagle:
- Fuhrerze! – Wykrzyczała Hawkeye. Przerażony Roy aż spadł z miejsca, na którym właśnie siedział, bo te wrzaski wyrwały go z drzemki. W konsekwencji wylądował na, Trishy bo spadł na swoją lewą stronę, gdzie ukradkiem znajdowała się dziewczyna
- Co ty tu robisz? – Zapytał po tym jak zatrzepotał powiekami, cały czas na niej leżąc
- Eee… - zaczęła nerwowo
- Przyprowadziłem ją tutaj – powiedział wybawczo dla niej Aru
- Al ty też tu? – Zapytała zdziwiona Riza
- No my to do Mustanga z zapytaniem – Powiedział Al, a chwile potem Trisha stanęła koło niego, po tym jak wreszcie Roy z niej zszedł
- Zaczekajcie – powiedział do nastolatków – Co chciałaś Rizo? – zapytał się podwładnej z tym swoim zalotnym spojrzeniem. Od dawna chciał już pójść z nią na randkę i wiele razy prosił, ale zawsze mu odmawiała.
- Chodzi o to- wręczyła mu list
- Od kogo to? – Zapytał zdziwiony
- Nie wiem, nie otwierałam
Roy rozdarł kopertę, usiadł na fotelu i zagłębił się w treści kartki:

„Wiem, że miałem wygłosić przemówienie, ale wypadło mi coś ważnego i musiałem wyjechać z miasta. Sorry, że tak Cię zostawiam, ale jestem pewny, że znajdziesz godnego mi zastępcę.
PS. Pojawię się dopiero w połowie tańców, bo wcześniej nie zdarzę
                                                                                                 
                              Stalowy”

Na twarzy Fuhrera pojawiło się zdziwienie. Nie do końca wierzył w to, co czyta, bo Raz. Edward napisał do niego list przepraszający Dwa. Wymigał się od przemowy.
Wszyscy w pokoju patrzyli na jego mimikę twarzy i powoli zaczęli się bać tego, że Mustang może zaraz zrobić coś, czego będą wszyscy żałować.
- Rizo, teraz to mamy kłopot – powiedział wreszcie, dając swojej asystentce list do ręki, a ta automatycznie go przeczytała
- Można było się domyślić, że zrobi wszystko, aby nie wygłaszać przemówienia
- To, dlatego go nie ma – pomyślał Al, kiedy zrozumiał, od kogo jest tajemniczy list
- To, komu teraz damy tą robotę?
- Przydałby się jakiś znany alchemik.
- Tak – powiedział Roy z szyderczym uśmiechem – Mógłby być taki na przykład z świeżo upieczoną licencją, ktoś, kto jest równie sławny, jak i mądry – mówił cały czas patrząc kątem oka na chłopaka
- Ale kto? – Zapytała Riza
- No czy ja wiem, jeżeli dobrze mi się wydaje to mamy tu takiego jednego delikwenta. Prawda Alphonse?
- Słucham? – Ledwo wypowiedział zakłopotany Aru
- Przecież wiem, że przyszedłeś tu po swój zegarek – po czym rzucił w niego czymś srebrnym. Chłopak złapał to w locie, przyjrzał się wygrawerowanemu na nim swojemu imieniu i nazwisku, a także pseudonimowi: Zbrojny Alchemik. Patrzył z nutką niedowierzania jak i wątpliwości, czy dobrze robi.
- Ale…
- Bez żadnego, ale! To jest rozkaz, jako, że jestem twoim przełożonym od teraz.
- Dobrze – Powiedział trochę rozczarowany, po czym Riza wręczyła mu już jednostronicowe przemówienie, które skróciła specjalnie, dla Edwarda.
- Zostaje nam tylko znalezienie Ci partnerki – powiedział Fuhrer
- A mogę sam ją wybrać?
- O ile znajdziesz kogoś o tej porze
- Już znalazłem – powiedział i odsunął się wskazując na Trishe, która zarumieniła się-Hmm… Mustang zmierzył ją wzrokiem
- No dobrze, ale skąd weźmiecie sukienkę?
- Tym się nie martwcie – wtrąciła się do rozmowy Riza i pociągnęła nastolatkę za sobą – A ty Al ucz się przemówienia
Chłopak w końcu wyszedł sam z budynku, zostawiając Jange w dobrych i bezpiecznych rękach asystentki Fuhrera

***

- Dokąd jedziemy? – Zapytała, Trisha Rize, która zapakowała ją w auto służbowe i teraz przemierzały razem ulice Central City
- A jak myślisz? Do jakiegoś sklepu z sukniami. – Odpowiedziała jej z uśmiechem, po krótkiej chwili stanęły przed sklepem „Wszystko dla niej”- No to jesteśmy – dodała wychodząc z samochodu
Trish stanęła przed wystawą sklepową, szczególną jej uwagę zwróciła czerwono-blada suknia z czarnymi wykończeniami, która leżała jak ulał na manekinie.
- Podoba się Ci się – wystraszył ją głos z za pleców
- W sumie, to może być
- Choć, zaraz ją przymierzymy

**

- Nie wierć się tak, bo ją podrzesz – powiedział blondynka do przyjaciółki
- Mówiłam Ci, że chce tamtą, a ty mi kazałaś jeszcze tą przymierzyć
- No, co?
- Nic, pomóż mi ją zdjąć i chodźmy do kasy – odpowiedziała okularnica, szybko radząc sobie z wyślizgnięciem z sukni
Blondynka czekała już przed drzwiami do przebieralni z dwiema firmowymi i wypchanymi torbami. Po chwili jej przyjaciółka dołączyła do niej i skierowały się w kierunku wyjścia, każda ze swoimi zakupami
- Mam nadzieje, że dobrze w niej wy… Oj przepraszam – powiedziała blondynka, gdy poczuła, gdy wpadła na kogoś w przejściu
- O, miło Cię widzieć – powiedział Riza
- A ty, co tu robisz? Tydzień temu mówiłaś, że kupiłaś już sobie sukienkę
- No, bo to prawda, ale teraz pomagam znajomej coś wybrać – powiedziała wskazując na dziewczynę, która wcześniej weszła do sklepu i od razu znalazła sukienkę z wystawy – Może nam pomożecie?
- Przykro mi Rizo, ale śpieszymy się, jeszcze został nam do odwiedzenia jubiler
- No dobra nie przeszkadzam wam. Na razie Win i Sheska – powiedziała, przepuszczając je w przejściu
- Win? – Odwróciła się automatycznie Trish od sukienek – Jaka Win? – Rozejrzała się, chcąc sprawdzić gdzie zostało wypowiedziane to imię, ale na horyzoncie jej pola widzenia była tylko Hawkeye w sklepie
« Ostatnia zmiana: 01 Sty 1970, 01:00:00 wysłana przez Julka »

 

Strona wygenerowana w 0.43 sekund z 22 zapytaniami.