Przepraszam, że taki długi odstęp, ale jak zauważyłam ponad 500 wejśc, to mi zaświtało, że może to cos oznaczać ^^"
Rozdział 10 Sen czy jawa?
*
- No nie możesz siedzieć tak i czekać, aż śmierć sama po ciebie przyjdzie! – Wykrzyczała drobna okularnica do swojej przyjaciółki
- A niby, dlaczego?! Wszyscy bliscy i tak mnie opuścili, włącznie z psem, więc nikt nawet by nie odczuł mojej straty! – Odwetem jej odpowiedziała
- I tu się mylisz! A ja to, co powietrze niby?! – Zapytała już prawie ze łzami w oczach. Te słowa ją zabolały, ale dobrze wiedziała, że nie będzie łatwo przekonać znajomej do wyjazdu
- Przepraszam – wypowiedziała skruszona.
Łzy znowu zaczęły płynąć po policzku. Wylała ich już całe morze w ciągu ostatniego roku. Wszyscy w miasteczku widzieli, bo na ich oczach powoli spadała w przepaść samotności i skrycia, ale nikt nigdy nie był tak blisko niej, aby móc ją wspomóc. Nikt oprócz jej dawnej przyjaciółki z Centrali, która była w dosłownym znaczeniu molem książkowym. Nawet jej hobby, na którym miała świra już jej nie pocieszało.
Nigdzie nie było widać tej samej nastolatki, co kiedyś, ani w jej zachowaniu, ani z wyglądu: lekko zwariowanej, łatwo wnerwiającej się, oddanej całym sercem swoim zamiłowaniom. Teraz przypominała tylko cień człowieka, podkrążone oczy, bez tej iskierki w środku, co kiedyś. Włosy niedbale związane z tyłu głowy jakąś starą frotką. Ciało wychudzone, a policzki mało, co niezapadnięte.
Gdyby ktoś obcy ją teraz zobaczył zapewne pomyślałby: ”To chyba jakaś bezdomna młoda dziewczyna bez grosza przy duszy”
- Nie chciałam cię urazić.. Ja tylko…wiem, że ty nigdy mnie nie opuścisz, ale i tak… – dodała po chwili ze spuszczoną głową
- Zdaje sobie z tego sprawę – powiedziała jej przyjaciółka siadając obok i obejmując ją – Tego, co się stało już nie odwrócimy, wiesz o tym dobrze, tak samo jak i ja.
Trwały tak kilka sekund, aż wreszcie brunetka prawie wykrzyczała entuzjastycznie:
- A więc postanowione! Bierz swoją najpotrzebniejsze rzeczy i jedziemy razem na te obowiązkowe tańce w przyszłym tygodniu z okazji tego całego Dnia Alchemika, w końcu to i twoje święto, jako że służysz w armii – zaśmiała się po tych słowach
- Wiesz dobrze, że sama mnie tam zaciągnęłaś!
- No ba… Jasne, że pamiętam. Jesteś pierwszym mechanikiem w rankingach w Centrum, przynajmniej byłaś pół roku temu, odkąd znowu nie dopadła Cię chandra
- No widzisz, byłam a teraz już nie jestem
- Ale i tak przysłali Ci to zaproszenie! Zrób to dla mnie, sama przecież nie pójdę
- Ech.. No dobra
- Dzięki! Pociąg jest jutro o 11 więc masz jeszcze czas.
**
Złotooki wszedł do domu ze szczerym uśmiechem na twarzy, który gościł u niego od dawna bardzo rzadko. Cały czas przed oczami miał widok sąsiadki, który śmieszył go jeszcze bardziej. Zdjął płaszcz wieszając go w przedpokoju i wszedł na pierwsze piętro z zamiarem zrelaksowania się na własnym łóżku. Otworzył drzwi do sypialni i nie zwracając na nic uwagi, zrobił to, co chciał, a po chwili obie powieki mu opadły.
***
- Siemka Ed – powiedział znajomy głos. Chłopak poderwał się i zwrócił wzrok na drugie łóżko. Siedziała na nim Trisha
- Przez chwile brzmiałaś jak mój znajomy – powiedział z lekkim przerażeniem
- Taak. A jaki znajomy? – pytała dociekliwie
- Niezbyt dobry – powiedział z wykrzywioną miną na myśl o Envy`m. Był on jednym z homunkulusów, którego nienawidził najbardziej. Uwielbiał go wnerwiać i się z niego nabijać. Ostatnim razem widział go w Monachium, kiedy otworzyła się brama. Miał nadzieje, że już nigdy nie będzie musiał go oglądać.
- Naprawdę – w tym czasie postać zamieniła się w homunkulusa – Ale masz o mnie wspomnienia – powiedział z uśmieszkiem Envy
- Gdzie jest Trish!! – Wydarł stając z nim twarzą w twarz
- Hahaha, a jak myślisz? W grobie – odpowiedział rozśmieszony
- Ty – przywarł go do ściany i uderzył z prawego sierpowego. O dziwo ten nawet nie drgnął, tylko w odwet kopnął Eda z kolana w brzuch.
- Widzisz, nie dobrze jest ze mną zaczynać – powiedział stojąc nad Edem, który starał się złapać oddech, po czym kopnął go tak, że ten poleciał na drzwi do szafy, z których wyleciało zakrwawione ciało Trishy i Ala
- To nie możliwe – krzyknął przez łzy – NIE!!
***
- NIE!!- Moment ciszy - Co jest? – Cały spocony i przerażony rozejrzał się po pokoju. Na łóżku obok leżała Trish, smacznie sobie śpiąc – To był tylko sen – powiedział opadając na lóżko – Tylko sen – dodał uspokajając samego siebie
- Co się stało!?! – Do pokoju wpadł przerażony Al. z krzykiem. Jego brat aż podskoczył, gdyż adrenalina znowu dała mu kopniaka
- Chcesz mnie zabić?! – Nawrzeszczał na niego zdyszany
- Nie, no co ty. Usłyszałem tylko krzyki i myślałem, że coś się złego stało.
- Spokojnie, to ja krzyczałem… chyba
- Ty? Ale dlaczego
- To był tylko zły sen. Tylko sen
- Aha, spoko. Dobrze, że jej nie obudziłeś – wskazał na dziewczynę, a potem spojrzał na brata, który na twarzy miał wymalowany znak zapytania – Miała ciężki dzień – dodał po chwili rumieniąc się
- Rozumiem
- A ciebie gdzie posiało cały dzień?
- A byłem u Mustanga i dowiedziałem się, że jutro jest Dzień Alchemika i odbędą się przymusowe tańce, na których mam się pojawić i ja wygłosić … - urwał w tym momencie i zaczął szybko czegoś szukać. Wyglądało to śmiesznie, bo latał po całym mieszkaniu przeżuwając wszystkie rzeczy z miejsca na miejsce
- Braciszku, co się stało?
- Nie ma - załamał się. Za oknem właśnie spadła struga deszczu a niebo przeszyła błyskawica – Zgubiłem przemówienie – wydusił z siebie w trakcie, gdy upadał na kanapę w salonie.
Słychać było stłumione słowa spod poduszki, którą przykrył twarz – Już po mnie
Rozdział 11 Wykręt
**
- Nie no, ja tego nie napisze – powiedział Edward siedząc już drugą godzinę przy biurku z zabazgraną kartką i długopisem w ręce starając się wymyślić przemówienie na jutro, było już parę minut po północy. Jednak nie mógł zbytnio skoncentrować swoich myśli w tym temacie, bo po głowie ciągle się kołatały inne rzeczy, mianowicie: - A gdyby to nie był sen? Gdyby on dalej żył? A gdyby to była prawda, a zamiast Trish i Aru to była… nie nawet tak nie myśl! A jednak – posmutniał - Przecież… nie ma ważniejszej osoby na świecie, od … Dlaczego tu jest tyle pytań? Dlaczego to wszystko się tak komplikuje? Nie dosyć, że Trish straciła pamięć, to jeszcze Al pewnie będzie chciał zdawać na licencje, co jest totalną głupotą, bo wystarczy, że tylko ja narażam siebie! Ale jak ja mu to wybije z głowy?! – Już nie siedział przy kartce tylko leżał przy zgaszonym świetle w sypialni Trishy, gdyż jego łóżko właśnie ona zajęła, co wydawało mu się podejrzane – Ciekaw jestem, kogo spotkam na tych tańcach.. Eh… – Przypomniał sobie, że będzie musiał to robić z jakąś dziewczyną (wiem jak to brzmi xD) – Ciekawe, kto to będzie? – Taka była jego ostatnia myśl, bo zasnął
***
- Idź go obudź, bo sam chyba nigdy nie wstanie
- Ej, od kiedy to ty mi rozkazujesz?
- Aru, teraz ja jestem zajęta robieniem śniadania, więc bądź łaskaw się ruszyć
- Niech ci będzie – powędrował na górę do brata – Edo – otworzył drzwi – śpisz jeszcze?
- Dziwne – powiedział, kiedy zszedł na dół
- Ale co? – Zapytała Trisha kładąc stos kanapek na stole
- Nie ma go w pokoju, a łóżko jest pościelone
- Może wyszedł?
- O tak wczesnej godzinie? – Skrzywił się – To trochę podejrzane, nie sądzisz?
- No tak troszeczkę. Co dzisiaj będziemy robili, bo mi się spodobało wczoraj?
- Hmm… dzisiaj. Wiem pójdziemy do Roya, bo przemyślałem jego ofertę.
- Chcesz pracować w Armii?
- Czemu nie? Skoro, Ed może to i ja też – powiedział z uśmiechem – Zakładaj kurtkę i chodź
- A śniadanie?
- Weźmiemy kanapki w ręke
Wyszli z domu i skierowali się w stronę centrum. Pogoda była wietrzna, a niebo zachmurzone. Nic, więc dziwnego, ze po ulicach nie chodziło zbyt wiele osób tego dnia.
W gmachu głównym Armii ludzie wręcz biegali od drzwi do drzwi, ustalając jeszcze szczegóły dzisiejszego wieczoru. Oboje skierowali się do pokoju Fuhrera. Weszli do pomieszczenia i zastali śpiącego na krześle Mustanga. Wyglądało to zabawnie, bo nogi miał oparte o swoje biurko, ręce założone na klatce piersiowej, a czapkę zasuniętą na oczy. Wystarczyło tylko lekko odsunąć krzesełko, aby mężczyzna upadł na ziemie.
- Myślisz to samo, co ja?
- Jeżeli myślisz to, co ja myślę, to możliwe, że myślimy o tej samej myśli – odpowiedziała mu
- W takim razie pomyślmy jak można zrealizować tą myśl – powiedział do dziewczyny z chytrym uśmieszkiem na ustach, który po chwili zawitał także na jej twarzy. Już byli po obu stronach krzesełka, gdy nagle:
- Fuhrerze! – Wykrzyczała Hawkeye. Przerażony Roy aż spadł z miejsca, na którym właśnie siedział, bo te wrzaski wyrwały go z drzemki. W konsekwencji wylądował na, Trishy bo spadł na swoją lewą stronę, gdzie ukradkiem znajdowała się dziewczyna
- Co ty tu robisz? – Zapytał po tym jak zatrzepotał powiekami, cały czas na niej leżąc
- Eee… - zaczęła nerwowo
- Przyprowadziłem ją tutaj – powiedział wybawczo dla niej Aru
- Al ty też tu? – Zapytała zdziwiona Riza
- No my to do Mustanga z zapytaniem – Powiedział Al, a chwile potem Trisha stanęła koło niego, po tym jak wreszcie Roy z niej zszedł
- Zaczekajcie – powiedział do nastolatków – Co chciałaś Rizo? – zapytał się podwładnej z tym swoim zalotnym spojrzeniem. Od dawna chciał już pójść z nią na randkę i wiele razy prosił, ale zawsze mu odmawiała.
- Chodzi o to- wręczyła mu list
- Od kogo to? – Zapytał zdziwiony
- Nie wiem, nie otwierałam
Roy rozdarł kopertę, usiadł na fotelu i zagłębił się w treści kartki:
„Wiem, że miałem wygłosić przemówienie, ale wypadło mi coś ważnego i musiałem wyjechać z miasta. Sorry, że tak Cię zostawiam, ale jestem pewny, że znajdziesz godnego mi zastępcę.
PS. Pojawię się dopiero w połowie tańców, bo wcześniej nie zdarzę
Stalowy”
Na twarzy Fuhrera pojawiło się zdziwienie. Nie do końca wierzył w to, co czyta, bo Raz. Edward napisał do niego list przepraszający Dwa. Wymigał się od przemowy.
Wszyscy w pokoju patrzyli na jego mimikę twarzy i powoli zaczęli się bać tego, że Mustang może zaraz zrobić coś, czego będą wszyscy żałować.
- Rizo, teraz to mamy kłopot – powiedział wreszcie, dając swojej asystentce list do ręki, a ta automatycznie go przeczytała
- Można było się domyślić, że zrobi wszystko, aby nie wygłaszać przemówienia
- To, dlatego go nie ma – pomyślał Al, kiedy zrozumiał, od kogo jest tajemniczy list
- To, komu teraz damy tą robotę?
- Przydałby się jakiś znany alchemik.
- Tak – powiedział Roy z szyderczym uśmiechem – Mógłby być taki na przykład z świeżo upieczoną licencją, ktoś, kto jest równie sławny, jak i mądry – mówił cały czas patrząc kątem oka na chłopaka
- Ale kto? – Zapytała Riza
- No czy ja wiem, jeżeli dobrze mi się wydaje to mamy tu takiego jednego delikwenta. Prawda Alphonse?
- Słucham? – Ledwo wypowiedział zakłopotany Aru
- Przecież wiem, że przyszedłeś tu po swój zegarek – po czym rzucił w niego czymś srebrnym. Chłopak złapał to w locie, przyjrzał się wygrawerowanemu na nim swojemu imieniu i nazwisku, a także pseudonimowi: Zbrojny Alchemik. Patrzył z nutką niedowierzania jak i wątpliwości, czy dobrze robi.
- Ale…
- Bez żadnego, ale! To jest rozkaz, jako, że jestem twoim przełożonym od teraz.
- Dobrze – Powiedział trochę rozczarowany, po czym Riza wręczyła mu już jednostronicowe przemówienie, które skróciła specjalnie, dla Edwarda.
- Zostaje nam tylko znalezienie Ci partnerki – powiedział Fuhrer
- A mogę sam ją wybrać?
- O ile znajdziesz kogoś o tej porze
- Już znalazłem – powiedział i odsunął się wskazując na Trishe, która zarumieniła się-Hmm… Mustang zmierzył ją wzrokiem
- No dobrze, ale skąd weźmiecie sukienkę?
- Tym się nie martwcie – wtrąciła się do rozmowy Riza i pociągnęła nastolatkę za sobą – A ty Al ucz się przemówienia
Chłopak w końcu wyszedł sam z budynku, zostawiając Jange w dobrych i bezpiecznych rękach asystentki Fuhrera
***
- Dokąd jedziemy? – Zapytała, Trisha Rize, która zapakowała ją w auto służbowe i teraz przemierzały razem ulice Central City
- A jak myślisz? Do jakiegoś sklepu z sukniami. – Odpowiedziała jej z uśmiechem, po krótkiej chwili stanęły przed sklepem „Wszystko dla niej”- No to jesteśmy – dodała wychodząc z samochodu
Trish stanęła przed wystawą sklepową, szczególną jej uwagę zwróciła czerwono-blada suknia z czarnymi wykończeniami, która leżała jak ulał na manekinie.
- Podoba się Ci się – wystraszył ją głos z za pleców
- W sumie, to może być
- Choć, zaraz ją przymierzymy
**
- Nie wierć się tak, bo ją podrzesz – powiedział blondynka do przyjaciółki
- Mówiłam Ci, że chce tamtą, a ty mi kazałaś jeszcze tą przymierzyć
- No, co?
- Nic, pomóż mi ją zdjąć i chodźmy do kasy – odpowiedziała okularnica, szybko radząc sobie z wyślizgnięciem z sukni
Blondynka czekała już przed drzwiami do przebieralni z dwiema firmowymi i wypchanymi torbami. Po chwili jej przyjaciółka dołączyła do niej i skierowały się w kierunku wyjścia, każda ze swoimi zakupami
- Mam nadzieje, że dobrze w niej wy… Oj przepraszam – powiedziała blondynka, gdy poczuła, gdy wpadła na kogoś w przejściu
- O, miło Cię widzieć – powiedział Riza
- A ty, co tu robisz? Tydzień temu mówiłaś, że kupiłaś już sobie sukienkę
- No, bo to prawda, ale teraz pomagam znajomej coś wybrać – powiedziała wskazując na dziewczynę, która wcześniej weszła do sklepu i od razu znalazła sukienkę z wystawy – Może nam pomożecie?
- Przykro mi Rizo, ale śpieszymy się, jeszcze został nam do odwiedzenia jubiler
- No dobra nie przeszkadzam wam. Na razie Win i Sheska – powiedziała, przepuszczając je w przejściu
- Win? – Odwróciła się automatycznie Trish od sukienek – Jaka Win? – Rozejrzała się, chcąc sprawdzić gdzie zostało wypowiedziane to imię, ale na horyzoncie jej pola widzenia była tylko Hawkeye w sklepie