No dobra. Kolejna czysta wersja, jeszcze bez większych poprawek

Liczę na komentarz
Version 0.9ALPHA[spoiler:1142tfx6]Samuraj Ishigo
Rozdział IV: Kolejny żywioł?Minęło kilka dni. W tym czasie ludzie z wioski zastanawiali się, co zrobić z młodym samurajem, lecz nie doszli do żadnego konkretnego pomysłu.
Ishigo po pewnym czasie zaczął dochodzić do siebie. Jego skóra zaczęła się goić, lecz liczne blizny pokrywały całe jego ciało. Przebywał w wiosce już kilka tygodni. Mieszkańcy w końcu zaczęli traktować Ishigo jak jednego z nich. Pewnego dnia, młodzieniec był już pełen sił, postanowił udać się do starego mędrca, aby ten powiedział mu, jak ma zdjąć z siebie klątwę demona. Mieszkańcy nie chcieli go nawet zatrzymywać. Wziął tylko od nich mapę i następnego ranka o świcie wyruszył na spotkanie z mędrcem. Ranek był strasznie zimny. Nad ziemią utrzymywała się gęsta mgła. Ishigo idąc szlakiem wyznaczonym na mapie, cały czas wspominał czasy swojej wczesnej młodości, kiedy to biegając w wiosce Murusawa, bawił się ze swoją najlepszą przyjaciółką Shinoko. Wtedy nagle zobaczył przed sobą jakąś postać, która zaraz zniknęła we mgle. Ishigo szybko wyciągnął swój miecz. Stanął nieruchomo z zaciśniętymi dłońmi na swoim mieczu. Poczuł wówczas na swoim karku oddech jakiejś osoby, szybkim ruchem zadał cios mieczem za plecy, lecz nikogo nie było... Mgła była tak gęsta, że ledwo widział koniec swojego miecza. Wpatrując się nerwowo w otchłań otaczającej go mgły, usłyszał zbliżające się w jego kierunku kroki, kiedy już były przy nim znów zapadła cisza. Chwilę później przed samą twarzą młodzieńca znów stała ta postać. Tym razem przez krótką chwilę Ishigo dostrzegł twarz tej postaci. Był to młody chłopiec z krótkimi włosami i oczyma czarnymi i pustymi jak śmierć. Nagle postać rozpłynęła się we mgle. Ishigo zaczął biec w kierunku zjawy, lecz nikogo nie spotkał. Schował wiec miecz i ruszył kamienną ścieżką. Mgła po pewnym czasie już prawie zniknęła. Dookoła widać było gęstą zieloną trawę, która falowała niczym woda wzburzona przez wiatr. Na końcu drogi zobaczył dość duży dom, otoczony drzewami.
-To musi być tu... - pomyślał i podszedł do drzwi. Kiedy już miał pukać, kontem oka znów zauważył tą postać. Szyko skierował głowę w jej stronę, lecz nikogo nie było. Zza pleców Ishigo usłyszał dźwięk wyciąganego miecza, nie zastanawiając się ani chwili, młodzieniec wyciągnął swój miecz. Stanął tyłem do drzwi... Przed nim znów nikogo nie było. W tej chwili niespodziewanie drzwi domu się otworzyły, coś złapało go za kimono i wciągnęło do środka. To był stary człowiek z długą siwą brodą, który trzymał młodzieńca jedną ręką za kimono, a drugą przytrzymywał jego rękę z mieczem.
- Uspokój się Ishigo. Wiem, po co tu przyszedłeś. - Powiedział donośnym głosem starzec.
- Skąd wiesz kim jestem?! - krzyknął zdziwiony Ishigo. Na to starzec:
- Chodź, usiądźmy, wszystko ci opowiem...
Poszli wiec razem do drugiego pokoju. Był tam niski stolik, na którym stał mały porcelanowy czajniczek, z którego wydobywał się aromat świeżej herbaty. Usiedli na przeciwko siebie przy stoliku, na małych białych matach. Starzec nalał herbaty do dwóch małych półmisków i podał jeden młodzieńcowi. Obaj napili się bez słowa.
- Znałem twoją matkę. - powiedział nagle starzec...
- Skąd?! Opowiedz mi wszystko! Jak mam pozbyć się klątwy? I dlaczego to właśnie mnie spotkało? - dopytywał się Ishigo.
Starzec spojrzał na niego i powiedział:
- Powiem ci, co wiem... Jak już powiedziałem, znałem twoją matkę. Była bardzo młoda, miała chyba 25 lat, praktykowała białą magie. Próbowała leczyć ludzi. Pewnego dnia przyszła do mnie z prośbą o pomoc. Oczywiście zgodziłem się. Powiedziała mi, że ma trzech synów. Najmłodszy miał chyba 4 lata, a dwoje starsi mieli chyba 6 a może 7 lat, byli bliźniakami. Jeden z nich to właśnie ty Ishigo, a drugi nazwał się Ichigo. Powiedziała mi, że wasz ojciec złożył was w ofierze demonom, aby oni wyleczyli go z śmiertelnej choroby. I zrobili to... ale zamienili go w strasznego potwora, który pilnuje przejścia do świata demonów. Wy zostaliście wybrani przez demony, abyście zniszczyli ludzki świat. Próbowali zamienić was w demony, odbierając wam duszę i zmieniając w rządne krwi bestie. Ofiarowali wam jedne ze swoich najpotężniejszych broni, które czerpią moc z ziemskich zasobów. Demon nie może kontrolować ziemskich mocy, więc jedyną szansą było przekształcenie człowieka w demona. Wasza matka chciała zapobiec waszej przemianie, więc przyszła do mnie z prośbą o pomoc. Opowiedziałem jej o starożytnym obrzędzie, który może powstrzymać waszą przemianę. Odnalazła wiec jeden z kamieni, który czerpiąc moc z żywiołu ziemi, miał zapobiec waszej przemianie. Lecz niestety moc waszej matki była niewystarczająca. Nie zdołała dokończyć tej ceremonii, oddała swoje życie, lecz udało jej się spowolnić twoją przemianę w potwora. Twój brat bliźniak jest już jednym z demonów. Nic już nie jest w stanie go powstrzymać.
- Ja to zrobię! - krzyknął Ishigo.
- Nie jesteś w stanie. On jest zbyt silny, posiada drugi kompletny Miecz Mroku, którego tylko właśnie demon potrafi w pełni wykorzystać.
Jeśli chciałbyś go pokonać, musiałbyś stać się w pełni demonem, a to oznaczałoby koniec dla świata.
- Nie ważne! Muszę spróbować! - krzyczał Ishigo. - mówiłeś, że moja matka wykorzystała jeden z kamieni, to jest ten, którego mi brakuje. Jak dojść do tego miejsca?
Na to starzec:
- Nie możesz tam iść... to zbyt niebezpieczne, dla nas wszystkich... i całego świata.
- Muszę to zrobić! Poświecę nawet własne życie, aby w reszcie to zakończyć! Więc jak się tam udać? Powiedz!... No powiedz!!!
- Dobrze więc... Musisz udać się w głąb lasu... Prowadzi tam zwykła mała droga, po drodze miniesz 3 świątynie. Kiedyś były to świątynie bogów, którzy czuwali nad naszymi wioskami. Teraz nie wiem, co tam jest... Kiedy je miniesz, zobaczysz rozwidlenie drogi, musisz iść w prawo. Lewa ścieżka prowadzi do wioski Murusawa.
- Dziękuję... Postaram się nie zawieść. Pójdę już. - po czym Ishigo wstał, i ruszył w stronę drzwi.
- Zaczekaj! Jeszcze jedno musze ci powiedzieć! Jeśli Miecz Mroku zostanie zniszczony... jego właściciel zginie... - powiedział starzec, poczym spokojnie kończył pić herbatę.
- Dziękuję. - Powiedział młody samuraj i wyszedł.
Udał się wiec drogą w stronę lasu. Wówczas świeciło słońce. Idąc dalej wąską drogą, co jakiś czas widział gdzieś w oddali tą postać. Ishigo wiedział, że to musi być kolejny potwór, który chce go zabić. Czuł bez przerwy jego oddech na swoich plecach... co chwile się odwracał... był zdenerwowany. Próbował poukładać sobie wszystkie myśli w głowie.
- Mam braci? - mówił do siebie - Kim oni są? Dlaczego to się musiało stać? Nagle rozbłysło światło, zobaczy siebie i swojego brata bliźniaka jak bawią się w samurajów. Byli jeszcze dziećmi. Biegali z kijami i udawali, że ze sobą walczą. Z domu słychać było, jak ich matka śpiewa młodszemu bratu znajomą piosenkę. Wtedy przyszedł ich ojciec, nie wyglądał najlepiej... Popatrzył na nich i powiedział:
- Nie bójcie się... Tak musi być... Po czym wizja zniknęła. Ishigo ruszył dalej, doszedł już do lasu. Gęste korony drzew skutecznie zasłaniały słońce. W lesie było ciemno, im głębiej tym bardziej ponuro. Doszedł do pierwszej świątyni, zobaczył, że nie ma w niej drzwi. W środku było pusto, ruszył dalej. Idąc ścieżką usłyszał za sobą kroki, wyciągnął miecz, lecz znów za nim nikogo nie było... Wtedy zobaczył, że ktoś bardzo szybkimi ruchami atakuje go z zaskoczenia, Ishigo zablokował ataki mieczem, po czym znów nikogo nie było.
- Co to mogło być?! powiedział do siebie... Nie czekając długo, zaczął biec przed siebie wzdłuż ścieżki. Po pewnym czasie zobaczył drugą świątynie, lub raczej jej ruinę. Dach był zawalony a okien to już dawno musiało nie być. Ishigo ruszył dalej, w ciemnym lesie nie widać było ani jednego zwierzęcia, nawet nie było słychać odgłosów ptaków. Wszędzie dookoła widać było powalone drzewa porośnięte mchem. W końcu dotarł do trzeciej świątyni, o ile tak to można było nazwać... Została po niej tylko jedna ściana i nic więcej.
- Co to są za świątynie? I dlaczego ktoś je w ogóle budował po środku lasu? - zastanawiał się. Po kilkunastu minutach, minął małe rozdroże i dotarł w końcu do "swojego" domu... Był on mały, cały porośnięty dziwnymi zaroślami, ściany ledwo stały. Postanowił wejść do środka, kiedy zbliżał się do wejścia, usłyszał jakiś głuchy śmiech.
- "Hehehehehe..." I w tym czasie ostrze jakiegoś miecza błysnęło przed oczami Ishigo. Wyciągnął wiec swój miecz i czekał z niepokojem. Nikt się nie pojawił. Ishigo wszedł do środka... Niespodziewanie było czysto, palił się ogień w kominku, na stole było dużo pachnącego jedzenia. Nagle drzwi do sąsiedniego pokoju się otworzyły... Wyszła z niego ta kobieta. Ishigo stał jak zamurowany.
- Mama? - powiedział drżącym głosem... Kobieta zbliżała się do niego. W tym czasie jej oczy zabłysnęły demonicznym blaskiem. Niewiadomo skąd miała w ręku jego miecz, szybkim ruchem wbiła mu go w brzuch. Młodzieniec upadł na kolana, zobaczył, że podłoga jest cała porośnięta mchem. Dookoła niego nikogo już nie było, a dom wyglądał tak jak z zewnątrz, był zniszczony. Jakieś stare garnki wisiały nad dawną kuchnią. Jego miecz znów spoczywał na jego plecach.
- Musiało mi się zdawać, mam już dość tych wizji... - pomyślał. Wstał poszedł do drugiego pokoju. Ściany były pokryte stara zaschniętą krwią. Na środku był tylko stół, z pasami do przywiązywania człowieka. Niespodziewanie w tym momencie coś spadło z małej półki w ścianie. Był, to mały świecący kamyk, w którym nic nie było widać, tylko czarną otchłań. Ishigo podniósł go, wyciągnął swój miecz. Usłyszał kobiecy głos za sobą:
- "Nie rób tego...". Za nim nikogo nie było. Młodzieniec jednak umieścił ostatni kamień w rękojeści miecza. Rozbłysło silne światło. Poczuł, jak ogarnia go niespodziewana i tak silna moc. Jego oczy zaczęły płonąć demonicznym niebieskim blaskiem. Spojrzał w stronę wyjścia... Ruszył z demonicznym spojrzeniem w jego kierunku...
(Koniec rozdziału IV!

Ciąg dalszy nastąpi! ^^ )[/spoiler:1142tfx6]