Szczerze mówiąc to stanęłabym chyba po stronie Zagato,
Przyznam, że w jednym Zagato zdobył moją sympatię.
[spoiler:2lobo738]Ja też uważałem, że świat opierający się na wykorzystywaniu jednostki jest guzik wart i nawet gdyby Cephiro padło, nie byłoby mi go żal.[/spoiler:2lobo738]
Niemniej w moim przypadku zadecydował stosunek, jaki miał Zagato do Magicznych Rycerzy. Ktokolwiek próbowałby mnie zabić, musiałby zostać zniszczony. Taki już jestem. Pewnego modus operandi bardzo nie lubię i w odniesieniu do takich osób bywam niezwykle uparty i bezwzględny, choć normalnie do bezwzględności mi raczej daleko. A poza tym jestem osobą niezwykle honorową. Zagato mógłby mnie zabić, ale nigdy by nie zdołał mnie niczym przekupić ani zastraszyć. Kiedy raz by podniósł rękę na mnie lub kogoś, kogo bym lubił, nie byłoby już nic, czym by mnie przekonał. No, chyba, że by przeprosił, a w to nie wierzę.
Denerwowała mnie za to pani Fuu.
Fuu? Fuu była druga po Hikaru na mojej liście XD Zawsze spokojna i opanowana. Zawsze rozsądna. Jedyna, która jakoś radziła sobie ze swoimi uczuciami do ukochanego mężczyzny (Hikaru miała problem z uczuciami do Lantisa, a i Umi nie była w stanie jakoś normalnie podchodzić do swoich uczuć - nawet w mandze).
A co do sprawy Emeraude:
[spoiler:2lobo738]Zagato NIE MIAŁ racji w tej konkretnej kwestii. Gdyby mu się udało, Cephiro by zostało zniszczone. Zamiast siłą ratować Emeraude, powinien był odnaleźć Lantisa i próbowac ją przekonać. Założę się, że Lantis jako człowiek bywały znalazłby wyjście, tak jak znalazła je Hikaru. Emeraude - podobnie jak Hikaru - teoretycznie mogła jako Filar wszystko. Mogła znaleźć rozwiązanie. Tylko nie pomyślała, aby podzielić się z innymi swoją odpowiedzialnością za Cephiro.[/spoiler:2lobo738]